Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

07 listopada 2025

Od Merlina – Obawa

Merlin siedział przy kuchennym stole, wpatrując się w ekran laptopa z miną człowieka, który właśnie zobaczył swoje przyszłe tortury. Obawa ściskała mu żołądek, choć na ekranie wyświetlał się bardzo niepozorny tekst:

Księgarnia „Leże Smoka” poszukuje pracownika! Doświadczenie niewymagane! Mile widziani uczniowie i studenci! Prześlij CV i umów się na rozmowę rekrutacyjną!

— No dalej — mruknął do siebie. — To tylko jeden email. Normalni ludzie wysyłają emaile cały czas, dasz radę Merlin. Po prostu napisz im, że chcesz tę pracę, że przesyłasz CV i będzie git. Masz to chłopie, co ty maila nie wyślesz?
— Gadasz do siebie, to zły znak.
Merlin aż podskoczył. Talia stała w progu kuchni z jabłkiem w dłoni, uśmiechając się szeroko, a wyraz jej twarzy bardzo się Merlinowi nie podobał.
— Nie podsłuchuj — burknął.
— To nie gadaj do siebie — odparowała, podchodząc bliżej, siadając zaraz obok. — Co cię tak przeraziło? Aha, czekaj, widzę. Księgarnia. CV. — Jej uśmiech się poszerzył. — Nie powiesz chyba, że szukasz pracy?
— A co w tym śmiesznego?
— Wszystko! — Talia parsknęła. — Ty, Merlin „Nie Chce Mi Się Wstać Z Wyrka” Spellman, chcesz dobrowolnie spędzać czas wśród obcych ludzi i... pracować? Co się stało?
— Nic — odpowiedział, czując, jak się rumieni. — Chcę pójść na konwent w lecie. Duży będzie, będzie sporo wystawców, i tak myślę, że będzie dobry merch do kupienia... — urwał, widząc jej rozbawione spojrzenie. — Nieważne! Potrzebuję pieniędzy.
Talia przez moment patrzyła na niego w milczeniu, po czym położyła jabłko na stole i splotła dłonie pod brodą.
— Ok, braciszku. Mówisz poważnie?
— Tak.
— Naprawdę chcesz tę pracę?
— Tak.
— To masz problem! — Wykrzyknęła radośnie, odchylając się na krześle. — Wyglądasz jak ktoś, kto zapisuje się na egzekucję, a nie stara o rozmowę kwalifikacyjną. Ale na szczęście masz mnie: ekspertkę od radzenia sobie w każdej sytuacji!
— Od kiedy ty jesteś ekspertką od czegokolwiek?
— Od zawsze! — Wyszczerzyła do niego zęby. — Dawaj, ja ci napiszę tego maila…
Merlin bezskutecznie spróbował zaprotestować.
— …wyślemy im twoje CV, a potem zostanie tylko przygotować cię do rozniesienia rozmowy kwalifikacyjnej w drzazgi.
— Jakbym tak może niczego nie roznosił…
— Rozwałka to twoja specjalizacja — powiedziała twardo Talia, zawłaszczając do reszty komputer i rządząc się jak chciała. — Rekruter wyskoczy z kapci na twój widok i trzaśnie na zawał, jak tylko się odezwiesz!
— Talia, proszę cię…
— Jutro usiądziemy do ćwiczeń. Przerobimy wszystkie pytania, jakie mogą paść i na tej rozmowie będziesz nie do zagięcia!
— A gdybym tak…
— Bez dyskusji! — ucięła mu, z emfazą klikając, by wysłać maila. — Jutro, jak tylko wrócisz z zajęć. Nie mamy czasu do stracenia!


Szkoła nigdy tak szybko mu nie upłynęła i wcale nie była to kwestia tego, że miał mało lekcji. Perspektywa jakichkolwiek ćwiczeń z Talią, przerabiania pytań od rekrutera… To brzmiało jak jakiś idiotyczny teatrzyk, w którym Merlin serio nie chciał brać udziału. Zbierał w sobie odwagę, by wymiksować się z całej tej imprezy (czy on się w ogóle na coś takiego zgadzał?), ale potem myślał o tym, że jeśli nie posiedzi z Talią, to pewnie się za to nie zabierze, nie wymyśli niczego sensownego, a rekruter na tej rozmowie zagnie go zwykłym „dzień dobry”. Odechciewało mu się coraz bardziej całej tej akcji z szukaniem pracy, ale wtedy wracał myślami do nowych tomów mang, które mógłby sobie postawić na półce i przeglądać, kiedy by mu się tylko chciało, takich ładnych i papierowych, a nie spiraconych skanlacji, myślał o wszystkich printach, zawieszkach, breloczkach, notesach i fikuśnych pisakach, i jego wewnętrzna potrzeba posiadania ładnych rzeczy zwyciężała. Potrzebował tej pracy.
Do pokoju Talii zapukał, trzymając w dłoni wydrukowane CV i resztki swojej godności.
— Proszę!
Pokój Talii wyglądał jak zwykle – chaos dziwnych plakatów, ubrania rzucone na krzesło, jakieś czasopisma na podłodze, pluszaki rozwalające się po pułkach, stosy bibelotów wszędzie. Sama Talia zaś leżała na łóżku, ubrana w piżamę z pandami, z notatnikiem w dłoni.
— Dobra, siadaj. — Wskazała na krzesło, to zaś odsunęło się posłusznie od biurka, ubrania przelewitowały, by utworzyć artystyczny nieład gdzieś pod oknem. Merlin posłusznie usiadł. — Pokażemy teraz, jak naprawdę wygląda rozmowa kwalifikacyjna. Będę grała różnych pracodawców, a ty będziesz odpowiadał. Jasne?
— Jasne — mruknął bez przekonania.
— Świetnie! — Talia poprawiła poduszkę za plecami, nabrała powietrza i wtem nastąpiła przemiana.
Magia zalśniła, Merlin zdążył tylko przekląć nieludzki talent Talii do iluzji (którą szkołą magii najlepiej się prankuje?), a potem pusta przestrzeń między krzesłem i łóżkiem wypełniła się profesjonalnie wyglądającym biurkiem zastawionym bardzo poważnymi i dorosłymi rzeczami, za nim zaś próżno było szukać ubranej w piżamę z pandami Talii. Jej miejsce zajęła korpulentna kobieta o siwych włosach i aurze surowej nauczycielki fizyki.
— Dzień dobry, nazywam się Brunhilda von Steinstange i prowadzę tę księgarnię od trzydziestu lat. Proszę mi powiedzieć, młody człowieku, dlaczego mielibyśmy pana zatrudnić?
Merlin zamrugał.
— Eee... bo lubię książki?
— BO LUBI PAN KSIĄŻKI?! — Talia zerwała się z siedzenia. — Każdy lubi książki! To KSIĘGARNIA! Musi mi pan dać z siebie coś WIĘCEJ!
— Ja... eee... jestem odpowiedzialny?
— Jest pan odpowiedzialny? — Talia nachyliła się nad nim, patrząc groźnie. — A skąd mam wiedzieć, że pan nie kłamie? Czy ma pan referencje? Czy kiedykolwiek pracował pan z klientami? Czy potrafi pan obsłużyć kasę?!
— Nie... to znaczy...
— Katastrofa! NASTĘPNY! — Talia machnęła ręką, a iluzja zniknęła, pozostawiając piżamę w pandy. — Merlin, serio, to była katastrofa.
— Ej no, ale która rekruterka drze się na potencjalnego pracownika niemalże od progu?
— Powiedziałabym, że co druga, a ty masz być na to przygotowany. No nic, może obniżymy trochę stopień trudności…
Dłonie Talii wykonały znany Merlinowi gest i wtem pojawiło się nowe biurko, tym razem zastawione porcelaną w kotki i puchatymi kłębkami wełny. Po przeciwnej stronie siedziała szczupła kobieta o uśmiechu tak słodkim i promiennym, że Merlina aż zabolały zęby.
— Dzień dobry, kotku! Nazywam się Charlotte, ale możesz mówić mi Lottie! Mam nadzieję, że wygodnie ci na tym krześle. Opowiedz mi o sobie, czym się interesujesz?
Przeskok był taki, że Merlina po prostu zatkało.
— Eee… anime? I heavy metalem?
— O, jak cudownie! — Talia klasnęła w dłonie. — A gdyby klient zapytał cię o polecenie książki o smokach, co byś mu powiedział?
Merlin aż się wyprostował na siedzeniu. Co jak co, ale o smokach i książkach o nich to on potrafił naprawdę dużo powiedzieć.
— Hmm... Gdyby klient szukał dobrego wprowadzenia, mógłbym polecić „Smoki Novendii” albo...
— Ale to poleciłby każdy, to bardzo znana pozycja — przerwała mu Talia, nie porzucając swojego uroczego tonu. — Może coś bardziej niestandardowego?
— Uh, no to mógłbym polecić „Kompendium Łusek”...
— Ta książka jest niemożebnie gruba, żaden klient jej nie kupi!
— W takim razie może być „Wędrówki ze smokami”, to taka…
— Wiem, co to za książka — Talia wydęła usta, jej uroczy uśmiech kompletnie się skwasił. — Widzę, że twoja wiedza z zakresu książkologii jest płytka i powierzchowna… Szkoda, sprawiałeś wrażenie takiego miłego i uroczego…
— Ale…
— Fuj, bezużyteczny! Następny! — Talia przewróciła oczami, zmieniła pozycję, a biurko zniknęło wraz z włóczką i kotkami. — Merlin, musisz być bardziej kreatywny!
— Ale jak klient prosi o książkę o smokach i nic więcej nie mówi, to co ja mam mu innego polecić?
— Nie wiem, nie znam się, ja tu tylko rekrutuję. No nic, spróbujemy czegoś innego.
Pstryknęło, błysnęło, za nowym biurkiem, plastikowym z szarej okleiny, siedziała kobieta ustrojona w tipsy zdolne pokroić salami i spojrzenie tak znudzone, jakby przez ostatnie trzy godziny nadzorowała proces schnięcia farby.
— Cześć, jestem Jessica i miejmy to już za sobą. Za miesiąc i tak otwieram własny startup. Gdzie widzisz się za pięć lat?
Merlin wybałuszył oczy.
— Gdzie widzę się...?
— Za. Pięć. Lat. — powtórzyła Talia monotonnie, jakby to było najbardziej oczywiste pytanie na świecie. — No, gdzie?
— Eee... nadal w świecie żywych?
Talia parsknęła śmiechem, wypadając z roli.
— Braciszku, to pytanie pada zawsze. Musisz mieć lepszą odpowiedź.
— A jaka jest lepsza odpowiedź?
— Nie wiem, wymyśl coś! — Talia wzruszyła ramionami. — Że chcesz rozwijać swoje umiejętności, poznawać branżę księgarską, może studiować literaturę. Cokolwiek, co nie brzmi jak „mam nadzieję, że przeżyję".
Merlin westchnął.
— To jest bez sensu.
— Jeszcze nie skończyliśmy! — Talia znów wyprostowała się, a biurko z okleiny zniknęło.
— Litości — zdołał jęknąć Merlin, nim nowa iluzja zajęła jego miejsce.
— Witaj, wędrowcze — odezwała się Talia aksamitnym głosem, rozkładając ustrojone w złote pierścienie dłonie na zastawionym mnóstwem okultystycznych bibelotów biurku. — Nazywam się Madame Fatima i prowadzę tę księgarnię od… wielu księżyców. Powiedz mi… gdybyś był książką, to jaką byś był i… dlaczego?
Merlin patrzył na nią z otwartymi ustami.
— Co?
— Czy moje pytanie zrodziło w tym sercu… wątpliwości?
— Co? Nie. Ale co to za pytanie?!
— Nie wiem, wymyśliłam je! — Talia zachichotała, wypadając nagle z roli, lecz równie szybko do niej powróciła. — W takim razie odpowiedz na me pytanie, wędrowcze.
— Nie mam pojęcia...
— Przyznanie się do niewiedzy jest swego rodzaju odwagą, tutaj jednak nie doprowadzi cię do… celu. Zastanów się i podaj mi… odpowiedź.
— Eee... komiks?
— Dlaczego właśnie on?
— Bo… komiksy mają dużo obrazków i mało tekstu?
Talia przewróciła oczami.
— Merlin, nie zatrudniłabym cię nawet jakby mi za to dopłacili.
Talia wstała z łóżka i zaczęła krążyć po pokoju. Powróciła piżama i większa przestrzeń w pokoju. W pewnym momencie dziewczyna zatrzymała się, odwróciła w stronę brata, a w oczach pojawił się bardzo podejrzany błysk nowego pomysłu.
— Proszę pana, obsługuje pan klienta, a nagle inny klient zaczyna krzyczeć, że czeka już dziesięć minut i nikt go nie obsługuje! Co pan robi?
Merlina znów wcięło, ale za daleko już wsiąkł w tę grę, więc wypalił pierwsze, co przyszło mu do głowy:
— Hmm... przepraszam go i mówię, że zaraz do niego podejdę?
— A jeśli dalej krzyczy?
— Wzywam... managera?
— A jeśli managera nie ma?
— To... eee... nie wiem, panikuję?
— NIE! — Talia zatrzymała się dramatycznie. — Nigdy nie panikujesz! Spokojnie tłumaczysz, że za chwilę się nim zajmiesz, oferujesz może zniżkę albo coś. Uśmiechasz się. Z-a-w-s-z-e się uśmiechasz, nawet jak chcesz kogoś udusić. To podstawa.
Przez kolejne pół godziny Merlin przechodził przez absurdalne scenariusze – od klientki, która chciała zwrócić książkę, bo „bohater był rudy”, przez pytania o jego największą wadę (odpowiedź „lenistwo” była odrzucona jako „zbyt szczera”), aż po symulację sytuacji, w której musi polecić książkę dla „dwunastoletniego chłopca, który nienawidzi czytania, ale mama go zmusza”.
W końcu, gdy Merlin już myślał, że nie przeżyje kolejnego „scenariusza”, Talia stwierdziła:
— Dobra, wystarczy na dziś. Jutro kolejna runda.
— Jutro? Pogięło cię? — wykrzyknął Merlin w desperacji.
— Bardzo śmiesznie mówisz „Dziękuję, kochana siostrzyczko, że poświęcasz swój bezcenny czas, by uratować mnie od katastrofy”! — uśmiechnęła się promiennie. — Nie bój żaby, będziemy to ćwiczyć, aż przestaniesz wyglądać jak jeleń w świetle reflektorów. Zobaczysz, ze mną nie zginiesz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz