03 listopada 2025

Od Merlina – Wzór

Kaliope, ułożona, poinformowana i zawsze w centrum wydarzeń, nigdy nie traciła głowy ani rezonu, idealnie panując nad sytuacją. Wiedziała wszystko o wszystkich – kto się z kim spotyka, kto się właśnie rozstał, kto ma kłopoty z eliksirami, a kto planuje imprezę w przyszły weekend. Miała konta na wszystkich platformach społecznościowych i korzystała z nich sprawniej, niż doświadczony pracownik public relations. Jej profil na Fotogramie świecił pomarańczową ikonką weryfikacji, a liczba obserwujących przekroczyła tysiąc jeszcze w zeszłym roku. Telefon pękał od powiadomień, najświeższych plotek i doniesień, bo z kim ludzie chcieli się tym podzielić, jeśli nie z przewodniczącą samorządu, królową całego rocznika i najpopularniejszą dziewczyną w całej szkole? Merlin był pewien, że gdyby Kaliope chciała, mogłaby założyć własną agencję wywiadowczą i w tydzień zwinęłaby interes wszystkim innym agencjom w mieście.
Jednak w tym momencie ta wiecznie opanowana i uśmiechnięta królowa wszelkich informacji krążyła niespokojnie po pokoju Merlina, a jej szybki krok wybijał gniewny rytm nawet na miękkim dywanie. Jej zwykle perfekcyjnie ułożone włosy wyglądały na lekko potargane, jakby przejechała po nich ręką ze zdenerwowania już z dziesiąty raz tego popołudnia. Gdyby życie było serialem, to właśnie byłby początek drugiego odcinka, gdy wątki wymknęły się z rąk głównej bohaterki i jedyne, co jej pozostaje, to szukać pomocy u nieoczekiwanego sojusznika. Merlin trochę nie rozumiał, jaki cel mieliby hipotetyczni scenarzyści, bo przychodzenie po pomoc do niego zapowiadało albo epickie rozczarowanie, albo mało prawdopodobny plot twist. W każdym razie, fani nie byliby zachwyceni.
— To musi być ktoś z samorządu — powiedziała Kaliope, zgarniając z półki jedną z figurek.
Była to limitowana edycja Kapitana Galaktyki z ruchomymi skrzydłami, którą Merlin oszczędzał trzy miesiące. Merlin zerknął znad laptopa, powiódł wzrokiem za figurką, jak siostra obraca ją przez moment w palcach, zupełnie nieświadoma jej wartości, nim odstawia na przypadkową półkę, między postacie z zupełnie innego uniwersum. „Wszystko mi tu poprzestawia", pomyślał w duchu, powstrzymując się od westchnienia.
— Wszystkich już pytałam i nikt nic nie wie!
W jej głosie było coś, czego Merlin rzadko u niej słyszał – frustracja. Prawdziwa, nieukrywana frustracja. Kaliope zawsze miała odpowiedzi, zawsze wiedziała, co robić. A teraz stała bezradna przed zagadką, której nie potrafiła rozwiązać swoimi zwykłymi metodami.
Merlin zdjął w końcu jedną słuchawkę, zapauzował anime, westchnął.
— Pokaż te karteczki — mruknął, siadając i odsuwając laptopa.
Kaliope od razu rozsiadła się na jego łóżku, wyciągnęła w jego stronę owe zwiastujące sama-nie-wiem-co karteczki. Znalezione w prywatnej szafce, podrzucone przez nieznajomego, towarzyszące drobnym prezentom, dla Kaliope były dowodem na to, że jednak nie wiedziała wszystkiego. A to się jego siostrze bardzo nie podobało.




Dla tej, której uśmiech jest jak pierwszy promień słońca.



Słodycz, która nie dorównuje Twojej obecności.



Symbol siły dla najszlachetniejszej duszy.




— Romantyczne — skwitował Merlin bez entuzjazmu, obracając karteczki w palcach. — I bardzo niekonkretne.
— Właśnie! — wybuchnęła Kaliope, chłopak aż podskoczył. — Próbowałam analizy grafologicznej, ale pismo jest zbyt neutralne. Sprawdzałam, kto kupował ostatnio papier czerpany w szkolnym sklepiku. I nic! To jak szukanie igły w stogu siana!
— Czekaj, a te prezenty, to było co w końcu?
— Mówiłam ci już — obruszyła się, zganiła go spojrzeniem, lecz poirytowanie uleciało, zastąpione rezygnacją. — Kwiatek, czekoladki i karta Mokeponów.
— Ty, a masz ją jeszcze? — ożywił się Merlin.
— Nie dam ci — burknęła Kaliope. — Holograficzna jest.
Melin westchnął zawiedziony. A potem jakiś pomysł zaświtał w głowie, chłopak usiadł prosto na łóżku.
— Czekaj, czekaj… Wiesz co, bo to w sumie brzmi jak jakiś schemat czy wzór i w ogóle…
— Jaki? Próbowałam nawet jakichś wykreślanek z tymi karteczkami, szukałam też, czy to nie cytaty z książek, albo z jakichś filmów, ale nic nie znalazłam!
— Bo to mogło być anime — odparł Merlin poważnym tonem. — Teraz odpowiedz mi na pytania. Co to był dokładnie za kwiat?
— Biała kamelia.
— A te czekoladki? Jaki miały smak?
Dziewczyna zamyśliła się.
— Gorzka czekolada z truskawkami, biała z jakimiś takimi chrupkami, mleczna z orzechami, jedna z karmelem i chyba jedna marcepanowa? Dlaczego pytasz? Nie mów mi, że to jednak jest jakaś wskazówka. Sprawdzałam to już i też nic ciekawego nie wyszło! Wiem, jaka jest symbolika białej kamelii i skąd sprowadza się czekoladę, ale ta karta Mokeponów…
Merlin niespecjalnie słuchał już jej dalszych wywodów, nie odezwał się od razu, a jego umysł, jak najczęściej nie nadążał za tym, co też nauczyciele kazali mu ogarniać na lekcjach zaklęć czy historii magii, tak teraz mielił nowe informacje z zastraszającą szybkością. Puzzle zaczynały do siebie pasować.
— Oglądałaś kiedyś „Echa Serca z Akademii Księżycowego Blasku”? — odezwał się nagle.
— Nie?
— To obejrzyj.
To powiedziawszy, Merlin sięgnął po laptopa, klepnął poduszkę koło siebie. Kaliope przesunęła się, usiadła koło brata, wpatrzyła w ekran z mieszaniną sceptycyzmu i desperackiej nadziei.
— I jak to ma mi niby pomóc? Merlin, ja ci mówiłam, że sprawdzałam już wszystko…
— Ale jednak przyszłaś do mnie po poradę.
— Nie po poradę, tylko żebyś był moją gumową kaczuszką.
Merlin rzucił jej urażone spojrzenie.
— Było wziąć Falkora… A teraz cicho, oglądaj.
Tymczasem zaś Merlin znalazł odpowiedni odcinek w swojej starannie zorganizowanej bibliotece anime, przewinął do konkretnego fragmentu, który pamiętał niemal z fotograficzną precyzją, i dwójka czarodziejów na tropie zagadki zagłębiła się w fantastyczny świat senkawańskiego liceum.
Zbliżały się walentynki, a najbardziej popularna dziewczyna w całej szkole dobrze wiedziała, że czeka ją powódź liścików i prezentów, wyznań na szkolnym boisku i kwiatów podrzucanych w miejsca, gdzie tylko ona może je znaleźć, toteż główny bohater musiał wymyślić coś ekstra, zacząć swą kampanię wcześniej, by w kluczowym momencie nie liczyły się starania nikogo innego. Na ekranie rozgrywała się dokładnie ta sama sytuacja – tajemnicze prezenty, poetyckie karteczki, zdenerwowana bohaterka.
— Żartujesz sobie chyba — mruknęła w pewnym momencie Kaliope, gdy najpopularniejsza dziewczyna wyciągnęła z szafki podrzuconą wraz z liścikiem kartę Mokeponów.
— Chciałbym — powiedział Merlin, pauzując anime. — Masz cichego wielbiciela, który wcale nie jest jakiś tajemniczy. Jest po prostu nerdem i to takim, który myśli, że życie to anime.
— Znajdę go — powiedziała, poprawiając się na poduszkach, a w jej oczach zapaliły się iskierki myśliwskiej pasji. — Tych fanów anime nie może być tak wiele.
— No nie zdziw się — odparł Merlin. — Poszukaj ludzi, którzy lubią shoujo. To taki rodzaj anime, z dramami i romansem, to może zawęzisz sobie krąg poszukiwań.
— Taki plan! — Kaliope klepnęła go w ramię, a na jej twarz powrócił ten typowy, promienny uśmiech. — Byłeś bardzo pomocną, gumową kaczuszką!
— To co, gumowa kaczuszka zasługuje na jakiś prezent? Może holograficzną kartę Mokeponów? — spytał z nadzieją Merlin.
Kaliope parsknęła śmiechem.
— Jak mi powiesz, jaki będzie następny prezent.
— Mogę ci nawet pokazać — odparł Merlin, na powrót włączając anime.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz