Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

03 listopada 2025

Od Merlina – Wzór

Kaliope, ułożona, poinformowana i zawsze w centrum wydarzeń, nigdy nie traciła głowy ani rezonu, idealnie panując nad sytuacją. Wiedziała wszystko o wszystkich – kto się z kim spotyka, kto się właśnie rozstał, kto ma kłopoty z eliksirami, a kto planuje imprezę w przyszły weekend. Miała konta na wszystkich platformach społecznościowych i korzystała z nich sprawniej, niż doświadczony pracownik public relations. Jej profil na Fotogramie świecił pomarańczową ikonką weryfikacji, a liczba obserwujących przekroczyła tysiąc jeszcze w zeszłym roku. Telefon pękał od powiadomień, najświeższych plotek i doniesień, bo z kim ludzie chcieli się tym podzielić, jeśli nie z przewodniczącą samorządu, królową całego rocznika i najpopularniejszą dziewczyną w całej szkole? Merlin był pewien, że gdyby Kaliope chciała, mogłaby założyć własną agencję wywiadowczą i w tydzień zwinęłaby interes wszystkim innym agencjom w mieście.
Jednak w tym momencie ta wiecznie opanowana i uśmiechnięta królowa wszelkich informacji krążyła niespokojnie po pokoju Merlina, a jej szybki krok wybijał gniewny rytm nawet na miękkim dywanie. Jej zwykle perfekcyjnie ułożone włosy wyglądały na lekko potargane, jakby przejechała po nich ręką ze zdenerwowania już z dziesiąty raz tego popołudnia. Gdyby życie było serialem, to właśnie byłby początek drugiego odcinka, gdy wątki wymknęły się z rąk głównej bohaterki i jedyne, co jej pozostaje, to szukać pomocy u nieoczekiwanego sojusznika. Merlin trochę nie rozumiał, jaki cel mieliby hipotetyczni scenarzyści, bo przychodzenie po pomoc do niego zapowiadało albo epickie rozczarowanie, albo mało prawdopodobny plot twist. W każdym razie, fani nie byliby zachwyceni.
— To musi być ktoś z samorządu — powiedziała Kaliope, zgarniając z półki jedną z figurek.
Była to limitowana edycja Kapitana Galaktyki z ruchomymi skrzydłami, którą Merlin oszczędzał trzy miesiące. Merlin zerknął znad laptopa, powiódł wzrokiem za figurką, jak siostra obraca ją przez moment w palcach, zupełnie nieświadoma jej wartości, nim odstawia na przypadkową półkę, między postacie z zupełnie innego uniwersum. „Wszystko mi tu poprzestawia", pomyślał w duchu, powstrzymując się od westchnienia.
— Wszystkich już pytałam i nikt nic nie wie!
W jej głosie było coś, czego Merlin rzadko u niej słyszał – frustracja. Prawdziwa, nieukrywana frustracja. Kaliope zawsze miała odpowiedzi, zawsze wiedziała, co robić. A teraz stała bezradna przed zagadką, której nie potrafiła rozwiązać swoimi zwykłymi metodami.
Merlin zdjął w końcu jedną słuchawkę, zapauzował anime, westchnął.
— Pokaż te karteczki — mruknął, siadając i odsuwając laptopa.
Kaliope od razu rozsiadła się na jego łóżku, wyciągnęła w jego stronę owe zwiastujące sama-nie-wiem-co karteczki. Znalezione w prywatnej szafce, podrzucone przez nieznajomego, towarzyszące drobnym prezentom, dla Kaliope były dowodem na to, że jednak nie wiedziała wszystkiego. A to się jego siostrze bardzo nie podobało.




Dla tej, której uśmiech jest jak pierwszy promień słońca.



Słodycz, która nie dorównuje Twojej obecności.



Symbol siły dla najszlachetniejszej duszy.




— Romantyczne — skwitował Merlin bez entuzjazmu, obracając karteczki w palcach. — I bardzo niekonkretne.
— Właśnie! — wybuchnęła Kaliope, chłopak aż podskoczył. — Próbowałam analizy grafologicznej, ale pismo jest zbyt neutralne. Sprawdzałam, kto kupował ostatnio papier czerpany w szkolnym sklepiku. I nic! To jak szukanie igły w stogu siana!
— Czekaj, a te prezenty, to było co w końcu?
— Mówiłam ci już — obruszyła się, zganiła go spojrzeniem, lecz poirytowanie uleciało, zastąpione rezygnacją. — Kwiatek, czekoladki i karta Mokeponów.
— Ty, a masz ją jeszcze? — ożywił się Merlin.
— Nie dam ci — burknęła Kaliope. — Holograficzna jest.
Melin westchnął zawiedziony. A potem jakiś pomysł zaświtał w głowie, chłopak usiadł prosto na łóżku.
— Czekaj, czekaj… Wiesz co, bo to w sumie brzmi jak jakiś schemat czy wzór i w ogóle…
— Jaki? Próbowałam nawet jakichś wykreślanek z tymi karteczkami, szukałam też, czy to nie cytaty z książek, albo z jakichś filmów, ale nic nie znalazłam!
— Bo to mogło być anime — odparł Merlin poważnym tonem. — Teraz odpowiedz mi na pytania. Co to był dokładnie za kwiat?
— Biała kamelia.
— A te czekoladki? Jaki miały smak?
Dziewczyna zamyśliła się.
— Gorzka czekolada z truskawkami, biała z jakimiś takimi chrupkami, mleczna z orzechami, jedna z karmelem i chyba jedna marcepanowa? Dlaczego pytasz? Nie mów mi, że to jednak jest jakaś wskazówka. Sprawdzałam to już i też nic ciekawego nie wyszło! Wiem, jaka jest symbolika białej kamelii i skąd sprowadza się czekoladę, ale ta karta Mokeponów…
Merlin niespecjalnie słuchał już jej dalszych wywodów, nie odezwał się od razu, a jego umysł, jak najczęściej nie nadążał za tym, co też nauczyciele kazali mu ogarniać na lekcjach zaklęć czy historii magii, tak teraz mielił nowe informacje z zastraszającą szybkością. Puzzle zaczynały do siebie pasować.
— Oglądałaś kiedyś „Echa Serca z Akademii Księżycowego Blasku”? — odezwał się nagle.
— Nie?
— To obejrzyj.
To powiedziawszy, Merlin sięgnął po laptopa, klepnął poduszkę koło siebie. Kaliope przesunęła się, usiadła koło brata, wpatrzyła w ekran z mieszaniną sceptycyzmu i desperackiej nadziei.
— I jak to ma mi niby pomóc? Merlin, ja ci mówiłam, że sprawdzałam już wszystko…
— Ale jednak przyszłaś do mnie po poradę.
— Nie po poradę, tylko żebyś był moją gumową kaczuszką.
Merlin rzucił jej urażone spojrzenie.
— Było wziąć Falkora… A teraz cicho, oglądaj.
Tymczasem zaś Merlin znalazł odpowiedni odcinek w swojej starannie zorganizowanej bibliotece anime, przewinął do konkretnego fragmentu, który pamiętał niemal z fotograficzną precyzją, i dwójka czarodziejów na tropie zagadki zagłębiła się w fantastyczny świat senkawańskiego liceum.
Zbliżały się walentynki, a najbardziej popularna dziewczyna w całej szkole dobrze wiedziała, że czeka ją powódź liścików i prezentów, wyznań na szkolnym boisku i kwiatów podrzucanych w miejsca, gdzie tylko ona może je znaleźć, toteż główny bohater musiał wymyślić coś ekstra, zacząć swą kampanię wcześniej, by w kluczowym momencie nie liczyły się starania nikogo innego. Na ekranie rozgrywała się dokładnie ta sama sytuacja – tajemnicze prezenty, poetyckie karteczki, zdenerwowana bohaterka.
— Żartujesz sobie chyba — mruknęła w pewnym momencie Kaliope, gdy najpopularniejsza dziewczyna wyciągnęła z szafki podrzuconą wraz z liścikiem kartę Mokeponów.
— Chciałbym — powiedział Merlin, pauzując anime. — Masz cichego wielbiciela, który wcale nie jest jakiś tajemniczy. Jest po prostu nerdem i to takim, który myśli, że życie to anime.
— Znajdę go — powiedziała, poprawiając się na poduszkach, a w jej oczach zapaliły się iskierki myśliwskiej pasji. — Tych fanów anime nie może być tak wiele.
— No nie zdziw się — odparł Merlin. — Poszukaj ludzi, którzy lubią shoujo. To taki rodzaj anime, z dramami i romansem, to może zawęzisz sobie krąg poszukiwań.
— Taki plan! — Kaliope klepnęła go w ramię, a na jej twarz powrócił ten typowy, promienny uśmiech. — Byłeś bardzo pomocną, gumową kaczuszką!
— To co, gumowa kaczuszka zasługuje na jakiś prezent? Może holograficzną kartę Mokeponów? — spytał z nadzieją Merlin.
Kaliope parsknęła śmiechem.
— Jak mi powiesz, jaki będzie następny prezent.
— Mogę ci nawet pokazać — odparł Merlin, na powrót włączając anime.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz