29 listopada 2025

Od Nikolaia — Kamera [AU]

TW: krew
Gdyby ktoś mu kiedyś o tym opowiedział, w życiu by w to nie uwierzył. Widział to na własne oczy, ale i tak nie potrafił stwierdzić, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę. A może tylko mu się śni?

Od Tristana – Kamera

Tristan wyszedł z biura z promieniującym na całą czaszkę bólem. Nie spał całą dobę, zaszyty w aktach nowej sprawy, próbując połączyć odległe od siebie kropki. Znów dostał grupę żółtodziobów do pomocy, które trzęsły się na sam dźwięk jego kroków, a gdy zadawał pytania, gubiły głos. Coś tam wiedziały, ale działali za wolno, zbyt ostrożnie, całe dochodzenie było praktycznie na jego barkach. Nic nowego. Nosił ten ciężar jak starą koszulę, przyzwyczajony do każdej poprutej nitki i zagięcia, znający doskonale jej fakturę. Westchnął, minął bramę, zmierzając do samochodu zaparkowanego na ulicy, bliżej kiosku z jego drugimi ulubionymi, tanimi papierosami, bo te najlepsze to były w jego osiedlowym. Kluczyk pojawił się w dłoni, zapiszczał, pojazd mrugnął do niego światłami. Tristan przeszedł na stronę kierowcy.
— Kurwa mać — warknął siarczyście, spostrzegający niechcianą niespodziankę.

28 listopada 2025

Od Dantego – Koń [AU]

Siedmiu ich nadjechało ze wschodniej doliny, wyplutych przez lodowatą paszczę zamieci rodzimej dla Niflheimu, uciekających przed wychładzającym zawodzeniem potępionych. Ich konie pruły przez śnieg, jakby innego życia nie zaznały, jedyne to spędzone na walce o każdy krok, każdą zmarźniętą trawę przysłoniętą śniegiem. Potężne rumaki prychały szronem, parskały chłodem, wyciągając szyje ku światłom osady. Wartownicy wrzasnęli na siebie, gotowi do zamknięcia wrót, niepewni do wytrzymania oporu. Trzon wierzchowców pędzących przez śnieżycę przypominał klingę wymierzoną w palisadę, z siłą bogów zdolną przepołowić ziemię.

Od Yangcyna – Intuicja

Stał niczym przemieniony w kamień. Uniósł brwi.

Od Nikolaia — Gniazdo [AU]

TW: krew
Noc rozświetliła setka gwiazd. Błyszczały one na niebie, tak odległe i tak bliskie jednocześnie. Nikolai wpatrywał się w nie zza ekranu (nie mógł przecież wyjść na zewnątrz). Gdy udało mu się odpowiednio ustawić kamery, doskonale widział rozgwieżdżony firmament. Stanowiło to przyjemną odskocznię od tych wszystkich przerażających anomalii. Kierował się prostą logiką: skoro nie widział niczego złego, nic złego się nie działo.

Od Andrei – Klucz

Klucz w zamku kliknął, Andrea otworzyła drzwi do pokoju konferencyjnego – jednego z tych większych, gdzie można było rozłożyć papiery na całym stole, prawie tak, jak na tych wszystkich serialach o stróżach prawa. Brakowało tylko smart tablicy, tabletów, holografów i generatorów podręcznej iluzji – zamiast tego pokój był wyposażony w starą, dobrą, intensywnie używaną tablicę korkową, szafkę ze stojącą na niej paprotką oraz szarą wykładzinę, usianą tu i tam plamami po kawie. Po samą kawę trzeba było udać się do pokoju socjalnego kawałek dalej i wywołać płynnego demona z trzewi antycznego ekspresu – Andrea i Tristan usiedli za stołem z kubkami, Arthur zaś uprzejmie podziękował, słysząc piekielny charkot wydobywający się ze zmęczonej życiem maszyny.

Od Bernarda – Zemsta [AU]

Problem z rockerboyami, muzykami, i innymi takimi typami był taki, że szybko się wypalali. Scena, gorąca jak świeży metal, duszna jak zaułek Pacifici, nie trzymała w swoich sidłach nikogo na długo. Albo rockerboyom samym udawało się uciec z objęć niewygodnej sławy, albo ich renoma robiła to za nich.
Bernard de la Vega był w takim razie perfekcyjnym przykładem swojej klasy. To muzyka wyciągnęła go ze slumsów, ale i muzyka zabrała mu wszystko sprzed nosa.

27 listopada 2025

Od Yangcyna – Cisza

— ...Yangcyn...! Podaj... Ya... Podaj swoje położenie!
— Jestem w budynku B, ale już idę do budynku D, odbiór. — Cisza. — Odbiór! Uch...
Zaklął pod nosem, schował krótkofalówkę z powrotem do wyznaczonej kieszeni. Złapał w obie ręce karabin, rozejrzał się dokładnie po otoczeniu.

Od Dantego – Obroża

Naszyjnik mienił się w lustrzanej ścianie sali balowej. Girlandy drobnych, diamentowych listków laurowych okalały szyję, a perły tak białe, że zdawały się świecić wewnętrznym blaskiem, dopełniały łagodnie całość, osadzone w drobnych łezkach. Sappho musnęła opuszkami tę największą, przylegającą do ciała idealnie między obojczykami, pogładziła jej fakturę gładką niczym jej własna skóra. Wpatrzona któryś już raz tego wieczora w zachwycające piękno biżuterii, nie zauważyła, jak z tłumu gości przyjęcia wyłania się postawna sylwetka, albo to po prostu on, swoim wampirzym zwyczajem, pojawił się znikąd. Poczuła pierś napierającą na jej plecy, dłonie przesuwające się po sukience błyszczącej się wszystkim odcieniami błękitu, palce zaciskające się na jej talii i półuśmiech muskający jej ucho.
— Moje marzenia wypełniły się wyłącznie tobą, lecz na żywo jesteś wciąż piękniejsza od nich wszystkich — wymruczał Bruno, krzyżując ich spojrzenia w zachwycającym odbiciu ich obojga.

Od Nikolaia — Słup [AU]

TW: śmierć zwierzęcia
Wstał późnym popołudniem. Mógłby spać nawet dłużej, ale obudził go głód. Nie potrafił wytrzymać ani chwili dłużej. Pustka w brzuchu okazała się tak męcząca, że Nikolai ostatecznie zmotywował się do wstania z łóżka i spaceru na stołówkę. Miał zamiar wypić do talerza jajecznicy duży kubek kawy. Liczył, że to postawi go wreszcie na nogi.

Od Isidoro – Intuicja

15 lutego, wieczór

Dotarłem.
Powinienem napisać coś bardziej wzniosłego, bardziej adekwatnego do tego momentu, ale gdy przekroczyłem próg zamku i stanąłem w głównym holu, jedyne, co potrafiłem pomyśleć, to właśnie to. Dotarłem. Jakbym zakończył nie tyle podróż ze Stellaire, ile wędrówkę trwającą znacznie dłużej, rozpoczętą być może wtedy, gdy po raz pierwszy pomyślałem: „Może ze mną naprawdę jest coś nie tak?”
Zimno tutaj jest nieludzkie – i używam tego określenia w najpełniejszym sensie, ponieważ, na zdrowy rozsądek, żaden człowiek nie powinien mieszkać w miejscu, gdzie powietrze rani płuca przy każdym wdechu, śnieg zalega warstwami tak grubymi, że automatyczne odśnieżarki (te same magiczno-mechaniczne hybrydy, które widziałem w Miedwogradzie) pracują bez przerwy, dzień i noc, żeby utrzymać chociaż główną drogę przejezdną. Samochód, którym odebrano mnie z dworca kolejowego w dolinie – ostatni odcinek podróży, ten najbardziej surrealistyczny, bo przez cały czas czułem, jak pojazd wznosił się serpentynami coraz wyżej, a powietrze za oknami gęstniało od wirujących płatków śniegu – zatrzymał się ostatecznie przed masywną bramą, kutą z litego metalu. Jedyne, o czym myślałem, to to, że gdybym dotknął jej gołą ręką, przymarzłaby aż do łokcia.

26 listopada 2025

Od Setha — Cisza

Znalezienie nowego lokum nie było specjalnie trudne, o ile mieszkańcy Stellaire byli trochę zaskoczeni, kiedy zwracał się do nich w kompletnie obcym języku, używając jednocześnie telepatii do pokonania barier językowych, to dość szybko przechodzili nad tym do porządku dziennego.

Od Dantego – Koń [AU]

Książę Bashar, następca tronu, oddany swemu ludowi szlachcic i wykazujący niezwykle dojrzałe spojrzenie na sprawy państwowe dziedzic władzy, miewałem czasem ochotę na zdjęcie swego diademu, choć to wcale nie znaczyło, że pozbawiony charakterystycznych insygni wyglądał na kogoś niższego stanem. Po prostu tyle wystarczyło, zamienić złoto na ciemny materiał płaszcza, zdobne siodło na prostą kulbakę, żeby wtopić się w tłum bez przyciągania nadmiernej uwagi, wtopić się i zapomnieć na chwilę o pismach czekających na odpowiedź, minsitrach domagających się rady, sporach potrzebujących mediatora, bo któż chciałby się na tym skupiać, gdy nikt nie doszukiwał się w nim księcia, a w podążającym obok paladynie nie widział lojalnego sługi zobowiązanego trzymać swój dystans.

Od Nikolaia — Masa [AU]

TW: śmierć zwierzęcia
Na tle ciemnej trawy można było dostrzec biały obiekt. Jego zarys kontrastował na mrocznej scenerii nocy. Nikolai w pierwszej chwili nie potrafił rozpoznać, na co właściwie patrzy. Usiadł przed ekranem i zaczął przybliżać obraz, aby ten się wyostrzył.

Od Bashara – ᠮᠣᠷᠢ (III)

Trzy dni po pogrzebie wspinam się na kurhan.
Niosę ze sobą bęben — ten sam, który trzymałam w dłoniach, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg Krainy Nieba jako młoda dziewczyna, przerażona i pełna nadziei zarazem. Jego skóra jest wytarta w miejscach, gdzie moje palce uderzały w nią przez dziesięciolecia, a rysunki na powierzchni zbladły od czasu, lecz wciąż rozpoznaję każdy symbol, każdą linię, jakby wyryte były również na mojej duszy.
Siadam dokładnie tam, gdzie ziemia wznosi się najwyżej – ponad nad miejscem, gdzie spoczywa jego ciało, owinięte w jedwabie, otoczone końmi i darami. Wiem, że jeśli będę wystarczająco blisko, jeśli tylko...
Zamykam oczy i zaczynam bić w bęben.

25 listopada 2025

Od Setha — Woda

…Seth z początku nie lubił wody.

Od Tristana – Intuicja

— Nie można odmówić komuś gustu — rzucił cicho Arthur, przekraczając próg domu aukcyjnego.
— Brakuje tu kolorów — mruknęła Andrea, rozglądając się po białych ścianach.
— Śmierdzi chujnią — burknął Tristan wystarczająco głośno, żeby wszyscy w budynku usłyszeli echo jego zachrypniętego głosu.
Szarik jako jedyny milczał, rozpłynąwszy się między nogami policjantki w niewykrywalnego ducha.

Od Nikolaia — Objawienie [AU]

Latarka uznała, że definitywnie nie ma zamiaru z nim współpracować. Działała, jak chciała. Migała, świeciła słabszym światłem niż zwykle, gasła bez powodu. Nikolai powoli miał jej dość. W ciemności nie potrafił odnaleźć odpowiednich dźwigni i przycisków. Błądził po omacku.

Od Theo – Pustka

Ojciec wziął znowu urlop. Znalezienie kolejnej opiekunki zajmowało trochę czasu, zwłaszcza że z powodu nowo odkrytej przypadłości syna stało się to znacznie trudniejsze. Nie chciał zostawiać chłopca samego w mieszkaniu, toteż postanowił nie iść do pracy przez jakiś czas.

Od Bashara – ᠮᠣᠷᠢ (II)

Niebo płacze dzisiaj razem z nami.
Stoję na wzgórzu, gdzie wykopano grób dla największego z chanów, i patrzę na tłum zgromadzony u stóp pochyłości – setki, jeśli nie tysiące ludzi, przedstawiciele wszystkich klanów, które zjednoczył, które nauczył być rodziną miast wrogami. Przyszli pożegnać tego, który dał im pokój. Przyszli odprowadzić go w jego ostatnią podróż.
A ja, Mongke Temur, Dziecko Niebios, Pierwsza Szamanka Wszystkich Altańczyków, stoję tutaj i mam poprowadzić ceremonię, choć me serce jest tak głęboko rozdarte.

24 listopada 2025

Od Isarra — Obroża

Czarny kłębek sierści o dziwo nie zjadał roślin, pomimo tego, że nie wydawał się być najmądrzejszym kotem pod słońcem, co ostatecznie przeważyło o jego decyzji zostania w domu Nerikare.

Od Virgila – Przeszłość

Słońce uśmiechało się do Thornhaven letnim ciepłem, nawet te szare ściany posiadłości rozjaśniając niczym bloki marmuru jakiegoś książęcego pałacyku. Bezbrzeżny błękit nieba, lekko przypalające skórę promienie i gęsta zieleń uginająca się pod niesfornymi podmuchami lekkiego wiatru – podobna pogoda nie zdarzała się często w tych rejonach i Vi po prostu wiedział, że jak jego sprytny, napędzany łobuzerstwem czarodziej wymyśli plan spędzenia tego dnia, to wilkołak się łapami nakryje.

Od Nikolaia — Jaskinia [AU]

Nikolai nigdy nie przypuszczałby, że w tak krótkim czasie ponownie będzie musiał wyjść z bezpiecznej operatorni, aby znów zmierzyć się z generatorem. Nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie widział jednak innego wyjścia. Komunikacja zawiodła, zapadła ciemność, narastała panika. Opis całego tego przeklętego miejsca w pigułce.

Od Bashara – ᠮᠣᠷᠢ (I)

Step złoci się tym szczególnym blaskiem zapowiadającym koniec dnia, gdy słońce opada ku krawędzi świata, jakby zmęczone wędrówką po bezkresnym sklepieniu nieba. Choć obserwowałam ten spektakl niezliczoną ilość razy, przez te wszystkie lata mego życia, choć wiązał się dla mnie z krwawym i płomiennym rytuałem, nie zdołał mi się znudzić. Każdy zachód jest inny, każdy niesie ze sobą inne barwy i przeczucia.

23 listopada 2025

Od Isarra — Porządek (I)

Isarr westchnął ciężko i przekręcił tabliczkę na drzwiach wejściowych, w końcu… w końcu był wolny. Od klientów, od rozmów i ogólnie od interakcji z ludźmi. Cisza i spokój.

Od Nikolaia — Sieć [AU]

Nikolai od razu zaczął zmieniać kanały. Sprawdzał, czy uda mu się znaleźć źródło dźwięku. Ostatnio podobny przeraźliwy wrzask słyszał od siebie z pokoju i nie dowiedział się, co takiego go wydało. Dzisiaj miał szansę rozwiać swoje wątpliwości. 

Od Dantego – Wzór

— Jeśli miałabym mieć syna — Desi zawiesiła na moment głos, wypuściła powoli dym przez usta — to nazwałbym go Dante.
— Czemu Dante?
— Bo zaczyna się na „d” tak jak moje imię, więc oczywiście, że ładnie brzmi. — Sappho zaśmiała się na bezsporny ton wampirzycy, kątem oka dostrzegał również jej uśmiech. — Poza tym oznacza „niezłomny”. To dobre imię.
— A ja już myślałam, że zainspirowałaś się tym jednym poetą.

Od Yonkiego – Porządek

Nowy Kayost tętnił życiem. Brukowe uliczki przemierzali ludzie, trzymając się wyznaczonych po bokach chodników, by nie utrudniać ruchu przejeżdżającym powozom i bryczkom. Na niedużym skwerku bawiły się dzieci, w parku obok spacerowali seniorzy oraz czworonogi ze swoimi opiekunami. Pogoda dopisywała, a popołudniowo-wieczorna pora nadawała mieszkańcom rozluźnienia. Z jednej strony dużo osób znajdowało się na zewnątrz.
Z drugiej strony panował spokój.
Panował porządek.

Od Isidoro – Pole

Wieczorne słońce Sallandiry wlewało się przez zaklęty kryształ okien, malując zdobną posadzkę odcieniami płynnego złota. Światło sączyło się leniwie między kolumnami z czerwonego porfiru, znacząc swą wędrówkę po pokrytych mozaikami ścianach – tysiące maleńkich płytek z malachitu, lapis-lazuli i macicy perłowej układały się w sceny z sallandirskich legend. Nie brakowało tam złocistych sfinksów o lśniących skrzydłach i płowych grzywach, nie brakowało efemerycznych dżinów ani płomiennych ifrytów.

22 listopada 2025

Od Yangcyna – Tarcza

Przez zajmujące całą ścianę okna wpadały promienie słoneczne, oświetlając kawiarnię. W środku panował spokój, względna cisza, nie licząc dobiegającej z głośników lekkiej muzyki. Baristka kręciła się przy ladzie, czymś się zajmowała. Nie miała nikogo do obsługi, a jedyny klient, który aktualnie przebywał w środku, już zdążył zamówić swój napój.
Właśnie.

Od Isarra — Natura (III)

Oparzenia zeszły, choć zajęło to połowę ich wakacji.

Od Nikolaia — Poświęcenie [AU]

Nie rozmawiał z kierowcą prawie wcale. Nie miał ochoty dzielić się z nim swoimi przemyśleniami. Głowa Nikolaia pękała od rozterek. Był bogatszy o pewną wiedzę. Jeszcze nie miał pojęcia, co zrobi z tymi wszystkimi informacjami. Przecież nie da rady niczego zmienić. Nieważne, jak wiele swojego życia i zdrowia zdecyduje się poświęcić, to miejsce wciąż będzie stanowiło swój własny, przeklęty ekosystem, którym podobno jest już od stuleci.

Od Dantego – Poświęcenie [AU]

Ostatni raz Dante przejechał szklanym grzebieniem po złotych falach swych włosów. Spływały z jego szerokich ramion niczym morze odbijające promienie zachodzącego słońca, bezbrzeżne i krnąbrnie wyginające swój grzbiet, rozświetlały ostre rysy twarzy na podobieństwo boskiej aureoli. Niespiesznym ruchem odłożył grzebień, dając sobie czas na raczenie się nawet chwilą tak prostą, skoro więcej miała ona nie nadejść. Sięgnął najcenniejszej rzeczy – książęcego diademu, misternej pracy łączącej w sobie cienkie gałązki pradawnych drzew, które oplatały na środku zielony odprysk Serca Lasu. Został on darowany elfom przez duchy lasu w momencie narodzin ich księcia. Diadem spoczął na skroniach, cięższy niż zazwyczaj, wpijający się w głowę jak rząd cierni. Dante powoli uniósł wzrok, by spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Cienkie, lecz wytrzymałe naramienniki podtrzymywały delikatny, bladobłękitny materiał szaty spowijającej jego ciało niczym lodowaty wiatr północy. Mieniła się od wszytej w nią srebrnej nici, przez co każde zagięcie przypominało pękającą pokrywę zamarźniętego jeziora. W spiczastych uszach błyszczały kryształowe kolczyki. Usta, pełne i czerwone jak kwitnące maki, zacisnęły się lekko.
Piękne, nieskalane oblicze ofiarnego jagnięcia.

Halloween 2025 – Podsumowanie

Boo!
Wszystko co straszne kiedyś się kończy i tak też ma się rzecz z naszym eventem. Wszystkim serdecznie dziękuję za udział w nim – było naprawdę fajnie przeczytać wszystkie Wasze przerażające, niepokojące i śmieszkowe historie, dziejące się czy to w canonie, czy w jakimś AU. Wpadło trochę opowiadań solo, trochę opowiadań w parach, trochę dziejących się obecnie, a trochę tych, które były wspomnieniami. Pełna różnorodność w tym roku <3
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za udział w evencie i noście swoje role z dumą <3

Od Ignisa – Światło

Scaldor siedział na łóżku, po raz ostatni patrząc na „swój” pokój. Marnotrawczo przestronny, sterylnie jasny, pełen geometrycznej nowoczesności, zimny w ten bezduszny, odstręczający sposób, nigdy nie był dla niego bezpiecznym sanktuarium. Przypominał mu raczej klatkę, ale taką wystawową, w której właściciel stworzył estetyczną zawartość dla okazu, komponującą się z jego umaszczeniem, lecz w większości nieprzydatną i bezużyteczną, a już na pewno nie dającą żadnego komfortu. Młody mężczyzna popatrzył na odtwarzacz muzyki, jedyny element mający tu jakąkolwiek duszę, i otaczające go równiutkie wieżyczki płyt – tego jednego będzie mu brakowało, wiedział jednak, że nie na długo. Stery życia już tkwiły w jego dłoniach, on zaś czuł, że ma wystarczająco dużo silnej woli, by prowadzić to życie ku realizacji marzeń.

21 listopada 2025

Od Cheoryeona – Ruch [AU]

Słońce już zdążyło zniknąć za horyzontem, nie pozostawiając po sobie nawet resztek łuny.

Od Setha — Kosa

Świeże pola bitwy zawsze ziały pustką. Nie pojawiali się ludzie, którzy szukali cennych rzeczy przy ciałach poległych, ścierwożercy też omijali takie miejsca, pomimo tego, że były pełne świeżego mięsa.

Od Dantego – Ruch

Rozświetlona posiadłość posyłała w ciemność nocy zalotne spojrzenie swych witrażowych okien, zza którymi kołysały się w podniosłym rytmie liczne sylwetki. W zdobnych ścianach szlacheckiego domu przyjęcie rozpoczęło się już dawno, eleganckie, choć głośne, gustowne i wielce leniwe, bo pośpiech oznaczał niedocenienie miłej chwili. Brunetto Latini zaś był mistrzem w sprawianiu, aby jego doceniono, przybywając jako ostatni do posiadłości. Wywracał do góry nogami ustanowioną hierarchię i zmieniał wszystkich w głodne psy pragnące uszczknąć coś z jego ręki. Sappho na własnej oczy oglądała, jak sala pełna gości przyjęcia zamiera, by ruszyć z nowym wiatrem, który Brunetto wpuścił do środka swą obecnością.

Od Undine – Fala (II)

TW: samookaleczenie, body horror

Od Nikolaia — Ruch [AU]

Usiadł przy stole i rozejrzał się wokół. Chatka nie była duża, ale bardzo przytulna. Pachniało ziołami, wnętrze oświetlały ciepłe płomienie świec.

20 listopada 2025

Od Setha — Kryształ

Bóg chaosu z żywym zainteresowaniem wpatrywał się w unoszący się nad blatem stołu kryształ, wydobyto go w jednej z jego kopalni, chociaż raczej kopalni w jego mieście, a on oczywiście wyczuwając magię od razu kupił przedmiot i w podskokach przyniósł do domu.

Od Tristana – Bunkier

Stojąc za półprzepuszczalnym lustrem pokoju przesłuchań, nie czuło się tego całego chaosu, który ogarnął Biuro Śledcze, gdy siedzący przy metalowym stole mężczyzna zdecydował rozpętać kryzys na skalę krajową. Wieże kontroli lotów trzech największych lotnisk Novendii zostały zawirusowane dziesięć minut temu, uniemożliwiając praktycznie komunikację między kontrolerami a pilotami. Hardev Agashe, programista instytutu naukowego, sam oddał się w ręce służb zaraz po zdalnym wypuszczeniu wirusa, wierząc, że manifest jego grupy terrorystycznej zostanie zaraz rozpowszechniony w medialnym obiegu. Ich motywy i powody, dla których Hardev zdecydował się na ten krok, pozostawały niejasne, jednak to była kwestia na później. Musieli przywrócić funkcjonowanie kontroli lotów, zanim przyjdzie zgłoszenie o pierwszym wypadku.

Od Nikolaia — Tęsknota [AU]

Białowłosy nastolatek wpatrywał się w Nikolaia wielkimi oczyma. Zastanawiał się przez chwilę w milczeniu.

Od Raouna – Obroża

Siedział w gabinecie, przeglądał akurat kartotekę pewnego pacjenta. W palcach obracał sprawnie swoje wieczne pióro, które otrzymał kiedyś w prezencie. Akurat dzisiaj mało kto zaglądał do pomieszczenia – cóż, taki transplantolog to nie był zasypywany wizytami, a już na pewno nie w takim stopniu, co lekarz rodzinny. Do niego przychodziły osoby już po kilku badaniach, odesłani przez innych specjalistów. Przynajmniej nie miał tyle roboty pod tym względem. Musiała istnieć jakaś równowaga, skoro jego operacje najczęściej ciągnęły się godzinami.
W każdym razie dzień jak co dzień z życia doktora Noira, nic nowego, nic konkretnego...

Od Undine – Fala (I)

Łagodna biel wnętrza świątyni upodabniała ją do zaklętej muszli, pełnej perłowej poświaty i skarbów z głębi oceanu. Niewielka, lecz bogato zdobiona, zachwycała gubiącymi wzrok detalami, delikatnymi zdobieniami z koralowców, macicy perłowej, odłamków opalizujących muszli, klejnotów o niezwykłych barwach, znajdowanych jedynie głęboko pod powierzchnią wody. Ściany pokrywały mozaiki przedstawiające morskie stworzenia – wijące się ośmiornice z przedziwnymi mackami, majestatyczne wieloryby płynące przez ciemność otchłani, ryby głębinowe z fosforyzującymi narządami świecącymi w mroku. W łukowatych, organicznych formach, odbijała się asymetria prawdziwego życia, tak różna od tego, co przez wieki uznawano za piękne, a jednocześnie w jakiś dziwny sposób porywająca, uspokajająca, unosząca myśli ku czemuś nieuchwytnemu. Kolumny wspierające sklepienie świątyni przypominały kształtem żywe koralowce, pokryte niezliczonymi drobnymi ornamentami, złudzeniem morskich gąbek i ukwiałów. Niczym zgubne światła podwodnych drapieżników, wiecznie otwarta świątynia Dagona obiecywała spokój i bezpieczeństwo tym, którzy znajdą się w jej murach.

19 listopada 2025

Od Yangcyna – Strzała

Metalowy grot lśnił w świetle południowego słońca. Leniwie sunące po nieboskłonie chmury przykrywały momentami promienie, aczkolwiek dzień był zasadniczo jasny. Wiatr swobodnie wiał, niemocno, jak gdyby nigdzie mu się nie spieszyło, a chciał jedynie wzbudzać fale nieskończonego morza złotych traw. Gdzieś w oddali przeleciały ptaki, zniknęły w koronach drzew formujących malutki lasek. Był to dość rzadki widok w tych rejonach, za każdym razem przyciągający wzrok przejezdnych. Niektórzy uważali takie miejsca za święte, które należało szanować. Inni z kolei widzieli w nich domy bestii, którym nikt nigdy nie powinien przeszkadzać.
Ten lasek jeszcze był tym pierwszym.
A może już nie.

Od Isarra — Natura (II)

Isarr… możliwe, że trochę przesadził z leżeniem w słońcu, niczym leniwy kot.

Od Felixa – Mgła [AU]

Elendel zachwycało pięknem bez względu na porę dnia, jednak te momenty, gdy miasto spowijały delikatne, mgliste woale, a światło latarni rozmywało się w ich miękkim, nierzeczywistym oparze, wydawały się Felixowi najpiękniejsze. Powietrze miało wtedy inny zapach, głębszy, a jednocześnie kwiatowy, niczym drogie perfumy. Sylwetki przechodniów rozmywały się, a otaczające ulicę budynki wyglądały jak domki dla lalek, powiększone do niemożliwych rozmiarów. Wszystko było niczym sen, spokojny, trochę dziwny, kołyszący myśli, przynoszący duszy odpoczynek.

Od Tristana – Mgła [AU]

Elendel szumiało sennym rytmem. Niebo przywdziało granat i blask odległych gwiazd, kojąc swym czystym widokiem pozbawionym chmur i rozleniwiając nocnym ciepłem, które nie bało się mroku. W którymś z wielkich domów arystokracji odbywał się bal, może nawet zaręczyny, patrząc na ilość dorożek i prototypowych pojazdów zmierzających w kierunku zjawiskowej posiadłości. Reszta mieszkańców umykała im z drogi, zmęczona dłużącą się zmianą w fabryce i wizją wrócenia do małej klitki, w której na wykarmienie czekała piątka dzieci. Ale miasto nigdy nie zasypiało. Nie przestawało pić, knuć i opychać się do woli dobrobytem Kotliny, zaś mgły osobiście czuwały nad tym rozpustnym stanem rzeczy.

Od Nikolaia — Ucho [AU]

Naprawdę mu się tutaj nie podobało. Czuł się, jakby wiedział jakieś opustoszałe cmentarzysko. Nie spotkał nawet jednej osoby na ulicy. Szedł spokojnie, rozglądając się wokoło. Nadstawiał uszu z nadzieją, że uda mu się usłyszeć jakąkolwiek rozmowę, dźwięk, w stronę którego mógłby się skierować.

18 listopada 2025

Od Nikolaia — Walizka [AU]

Niemal całą noc zajęło zdjęcie wszystkich rzecz z najwyższych szczytów znajdujących się na terenie farmy. Wywołało to ogrom zamieszania. Do rana jednak niemal wszyscy odzyskali zaginione swoje przedmioty. 

Od Theo – Rzeczywistość

— Co pani robi? — zapytał ojciec.
— Ubrudził się, więc go wykąpałam — odpowiedziała spokojnie opiekunka.
Ojciec zmierzył ją wzrokiem z góry na dół: stała pogodnie, choć dało się dostrzec zmęczenie. Popatrzył na spoczywającą przy szafce na buty siatkę z roślinami.
— Czy zabrała go pani na dwór?
— Byliśmy na spacerze, żeby...
Pełne zakupów torby upadły na podłogę krótko po tym, jak zostały wypuszczone z rąk. Nie zdejmując nawet butów, rodzic zaczął się zbliżać do pani Kate.

Od Hotaru – Nostalgia

Ciepło wiosennego słońca sprzyjało wygłupom i zabawie, a gdzie lepiej się wygłupiać i bawić, niż na wycieczce szkolnej. Hotaru co prawda dzieci nie miała, ani w szkole nie pracowała, ale nie potrafiła odmówić koleżance, mającej tego dnia opiekować się klasą, gdy wiosenne przeziębienie kompletnie ją rozłożyło. Tym to sposobem, Hotaru szła właśnie przez część Ogrodu Botanicznego poświęconą Senkawie, pilnując, by żadne z dzieci nie uciekło gdzieś między bambusy.

Od Dantego – Noga

Lekarz bez wytchnienia pracował na wszystko, co miał – na swoją obszerną wiedzę, na zaufanie pacjentów, na sprawność umysłu oraz ciała podczas wykonywania trudnych operacji. Założenie kitla to był jedynie początek bardzo długiej drogi, a niektórzy nie zdejmowali go nawet w domowym zaciszu. Dante bardzo wcześnie zaczął łapać, jak Bashar do tego podchodził – dokładnie pamiętał siedzenie na kanapie pana doktora i słuchanie, jak opowiadał on o pacjentach, o których żadne rejestry nie słyszały, sam z czasem wielu z nich poznał. I jego zaczęli rozpoznawać, tego blondyna w różowych okularkach, co miał wystarczająco pary w łapie, ciętego języka i współczucia, by sprowadzać do pana doktora uparciuchów, którzy zapewniali, że nic im nie jest, jego barki niczym nosze w ambulansie. Bo wiedział, że Bashar ich by tak nie zostawił, więc i on ani myślał czynić inaczej.

17 listopada 2025

Od Isarra — Natura (I)

Miał szczerze dość ludzi, dużo bardziej niż zazwyczaj, klienci wypchnęli Isarra na skraj, co dało efekt w postaci tygodniowego urlopu. Wypoczynek pośród natury, czy coś… jakby nie miał natury w swoim sklepie.

Od Nikolaia — Klatka [AU]

W tracie śniadania rozmawiał z wieloma osobami. Prawie wszyscy skarżyli się na zaginione rzeczy. Padały wzajemne oskarżenia, rozpoczynały się kłótnie, niektórzy podnosili głos.

Od Dantego – Klucz

Uczucie przynależenia gdzieś, do kogoś uzależniało. Dante nie pytał już siebie, czy pojedzie po pracy do Bashara, po prostu jechał, traktując to jak coś zupełnie naturalnego. Nie zastanawiał się, czy ma prawo rozłożyć się na kanapie, po prostu zapadł się w poduszki i czekał, aż doktor wróci. Klucze podarowane mu jakiś czas temu przez Bashara słały jasny przekaz, plączący nieco słowa w jego zagubionym w miłości umyśle – był chciany, zaś Dante niczego bardziej przez całe życie nie pragnął.

Od Theo – Natura

Theo nie poszedł do przedszkola.

Od Merlina – Obroża

Merlin nie lubił chodzić na zakupy. Zakupy oznaczały tłum, hałas, migające światła i mnóstwo słodyczy, na które miał ochotę, a których nie mógł zabrać do domu, ale czego nie robiło się dla mamy, jeśli nazywała go swoim najdzielniejszym pomocnikiem i mówiła, że najlepiej ze wszystkich prowadzi z nią wózek po sklepie. Więc Merlin dreptał przy wózku, gdy mama go pchała, pilnując, żeby mimo nie do końca działających kółek na nic nie wpadli, a jeśli trzeba było, zgarniając potrzebne produkty z dolnych półek i tęsknym wzrokiem zerkając w stronę ciastek i czekolady. Nudził się trochę, gdy mama stała długo przy lodówce, wybierając coś z tego tańszego mięsa, przebierała w portfelu wśród świstków z kuponami, przeliczała w myślach, która rzecz bardziej się opłaci. A potem było pakowanie zakupów przy kasie, gdy pani kasjerka biła rekord w błyskawicznym kasowaniu wszystkich produktów, a Merlin stresował się, bezskutecznie usiłując spakować rzeczy do siatek na czas.

16 listopada 2025

Od Setha — Mgła

Seth był bardzo zajęty badaniem i odkrywaniem tego nowego miejsca, w którym się znalazł.

Od Muunokhoi – Koń

Przed nimi novendyjska metropolia nie zwalniała swego żywego tętna, mimo iż słońce malowało niebo oranżem, jak obraz ostatniego wspomnienia, zanim zniknie na dobre, by powrócić ponownie następnego dnia. Rytm życia stepów wpojony Muunokhoi wciąż z trudem akceptował ten stan rzeczy, przyzwyczajony do kóz, którymi należy zająć się przed zmrokiem, do koni, które trzeba w czasie przepędzić na dalsze pastwisko. Może dlatego właśnie obrzeża miasta, często swojskie w swojej naturze, działały kojąco na nią, równie senne o tej porze, ciche, gdy nie zostało po zachodzie słońca nic więcej do zrobienia. Ochmaa Khatun przystanęła na polanie niedaleko paru domostw, parsknęła ciężko, niezdrowo.

Gdybyście nie popełnili wielkich grzechów, duchy nie zesłałyby na was takiej kary jak ja

Muunokhoi
Wiek: 28 lat
Data urodzenia: 18.08
Płeć: kobieta
Rasa: człowiek
Pochodzenie: Wielkie Równiny, Altan Pingyuan
Zawód: Tengeriin Khuu, Dziecko Nieba, Pierwsza Szamanka Wielkich Równin, w Stellaire znajduje się pod patronatem ambasady Altan Pingyuan na czas jej wymiany kulturowej.
Opis: Dziecko Nieba, Przekleństwo Ziemi. Od małego szkolona, by zostać Pierwszą Szamanką Wielkich Równin, przykładem do naśladowania, ucieleśnieniem ducha stepów. Od małego nazywana grzechem, choć nie z jej winy duchy ukarały ojca, który zdradził śluby małżeńskie. Będzie jednym oraz drugim – czystą mocą szamanizmu i wcieleniem gniewu duchów, potężniejsza niż wszyscy inni, bo chcieli, by była nikim.

Od Nikolaia — Mikroskop [AU]

Ostatecznie zebrał się w sobie, wziął głęboki oddech, założył na siebie bluzę i wyszedł na dwór. Otoczyła go ciemna, nieprzenikniona noc, ogarnęła cisza. Chociaż w jego głowie wciąż rozbrzmiewał ten przeraźliwy krzyk. Nikolai rozejrzał się wokoło. Oprócz niego, wokół nie było niczego innego. A przynajmniej taką miał nadzieję.

Od Janka – Kość

Izba wypełniła się zapachem surowego mięsa i świeżo przyniesionych warzyw, dominując woń suszących się pod sufitem ziół, wiszących na krokwi niczym amulety chroniące domowy mir. Na kuchennym stole rozlewał się chaos dopiero co opłukanych warzyw, wciąż czekających na obranie i pokrojenie. Mama Janka zaś zajmowała się kurą. Tego ranka kura dostała od niej wprawną, czerwoną wstążeczkę, pierze leżało już w worku, teraz zaś zostało kurę pokroić i sprawić jej przykładną kąpiel w towarzystwie ziół i warzyw. Rosół miał gotować się długo, lecz każda minuta była warta swojej ceny, bo jak mama ugotowała rosół, to nigdzie na świecie nie było lepszego.
Ktoś jednak naprawdę nie lubił czekać, szczególnie na jedzenie.

Od Theo – Mikroskop

— Tato.

15 listopada 2025

Od Isarra — Bunkier

Isarr był poza domem praktycznie od rana, nad czym bardzo ubolewał, bo nie przepadał za wychodzeniem… z tego również powodu generalnie Minu dostawał zadanie bojowe i uzbrojony w listę rzeczy do kupienia, wyruszał do sklepu.

Od Virgila – Zemsta

Deszcz lunął obficie tego ranka, zmieniając ich ogródek w plac zabaw pełen kałuż i mokrej trawy do tarzania się, akurat w dzień wolny od szkoły i wszystkich obowiązków. Mamę rozbolała głowa, tata więc czuwał przy niej z kubkiem gorącej herbaty, książką do poczytania i łagodną dłonią gładzącą skroń, zostawiając dwójkę wilczków samych sobie. Ani trochę im to nie przeszkadzało – Valerius uśmiechnął się, oczy Vi błysnęły żywo i zaraz obaj pognali na zewnątrz, szczekając na siebie i taplając się w kałużach. Z szopy wyciągnęli nawet ulubioną piłkę Valeriusa do zabawy. Tylko że bycie młodym wilkołakiem wiązało się z nauką zrozumienia własnej siły, zaś Virgilowi jeszcze nie zawsze to wychodziło. Przedobrzył z chwytem swoich szczęk na piłce i gdy Valerius próbował mu ją zabrać, zabawka w końcu nie wytrzymała i pękła mu w zębach.
Teraz bracia, przemienieni z powrotem i niechlujnie ubrani, mierzyli się spojrzeniami pełnymi rozgoryczonego gniewu.

Od Cheoryeona – Korona [AU]

— Tu będzie wasz pokój.
Średniego wieku kobieta rozsunęła drzwi, ukazując niewielkie pomieszczenie. Bliźniaki zajrzały do środka, rozejrzały się pobieżnie. Usta Cheoryeona przemieniły się w wąską kreskę.

Od Merlina – Zemsta

Merlin Spellman, chudy jak patyk i ten jeden raz zrelaksowany, leżał w swoim pokoju, w stanie błogiej, acz tymczasowej nieświadomości. Na kolanach trzymał laptopa, na ekranie migotały senkawańskie animacje, oferując ucieczkę od chaotycznej rzeczywistości, dzielonej z dziewięcioma siostrami. To był jego arkadyjski spokój.
Spokój, jak zwykle, trwał krótko.

Od Nikolaia — Przeznaczenie [AU]

Przespał cały dzień, więc gdy tylko nadeszła noc, Nikolai przewracał się z boku na bok, nie mogąc już ani na chwilę dłużej zmrużyć oka. Nieważne, jak bardzo próbował zasnąć, nie był w stanie tego zrobić. Jak na złość, leżał w łóżku i wpatrywał się w sufit.

14 listopada 2025

Od Setha — Hak [AU]

— Cicho siedź, bo ryby spłoszysz.

Od Tristana – Twarz [AU]

Jego kroki odbiły się cichym echem od wysokich ścian obszernego warsztatu. Długie, pracownicze blaty uginały się pod ciężarem rozmontowanych silników, przypominających jakieś pokraczne istoty poległe wśród brudnych nakrętek i zmęczonych życiem cylindrów. Większość metalowych szafek nie domknięto poprawnie albo po prostu zostawiono je tak, skoro mechanicy nieustannie czegoś potrzebowali z ich zagraconego wnętrza. Zamontowane pod sufitem lampy jak ci wytrwali wartownicy pilnowały każdego zakamarka swoim ostrym, białym światłem. Smar zdawał się wciśnięty w samą warstwę powietrza, wraz z olejem napędowym nadając temu miejscu unikalnego zapachu. Tristan nie starał się skradać, a jednak jedyna osoba obecna w warsztacie poza nim była zbyt pochłonięta swoim zajęciem, by zauważyć przybycie nowego gościa. Miarowy odgłos pracującego klucza naprowadził go na postać wsuniętą do połowy pod podwozie szarego vana.
— Zastałem mechanika?

Od Merlina – Twarz

Terpsychora mówiła o występie od tygodnia.
— ...i będę miała niebieskie światła, i ta choreografia jest naprawdę trudna, ale na próbach wychodzi super, i...
Merlin słuchał jednym uchem, jedząc płatki śniadaniowe. Próbował nie myśleć o czekającym go wkrótce sprawdzianie z chemii. Przemiany fizykochemiczne, jakieś entalpie, entropie, ciepła parowania i co tam jeszcze ta dziedzina miała w zanadrzu. To nie była ani nauka, ani magia. To była tortura. Terpsychora siedziała naprzeciwko, podekscytowana do granic, gestykulując tak energicznie, że szklanka z sokiem drżała na krawędzi stołu.

Od Cheoryeona – Twarz

Łagodne rysy twarzy zostały dobrze oddane przez sprawne pociągnięcia pędzlem. Pozbawione były jakichkolwiek niesymetryczności; delikatny nos zajmował idealnie środkową oś, pełne, podkreślone różem usta wykrzywiały się w lekkim, nieco rozbawionym uśmiechu, kontrastującymi odrobinę z prostymi brwiami, nadającymi aparycji z kolei szczyptę powagi i dojrzałości.
Cheoryeon wykonał nieco głębszy wdech.

Od Nikolaia — Twarz [AU]

TW: krew
Tej nocy również męczyły go koszmary.

13 listopada 2025

Od Dantego – Para

Kwiaty poczęły więdnąć, niezastąpione przez nowe bukiety. Słodkości rozeszły się po znajomych, aż została pusta półka. Nie wiedząc, co lepszego zrobić z liścikami, Sappho je zwyczajnie wyrzuciła, stawiając kropkę w połowie strony, która nigdy nie miała w planie stać się pełnym rozdziałem. Jednak uśmiechała się na myśl o Latinim, o wymienionych między nimi słowach w tej subtelnej grze pozorów. Czy żałowała? Może trochę. Podobał jej się Brunetto, ze swoją drapieżnością przełamaną czarującą aurą arystokraty, lecz potrzebowała nieco więcej, żeby rzucić mu się na szyję.

Od Isarra — Teraźniejszość

Rutyna, którą podążał Isarr każdego dnia, była zazwyczaj taka sama. Nic nadzwyczajnego się nie działo, a nawet jeśli, to bardzo rzadko. Lubił to, przewidywalność tego jak będzie wyglądał czas od wstania z łóżka, do momentu kiedy spowrotem położy się spać.

Od Nikolaia — Para [AU]

Pożegnał się z Mishką. Musiał odejść, bowiem zrobiło się już ciemno. Ich rozmowa przeciągnęła się bardziej, niż Nikolai tego oczekiwał. Teraz musiał wracać do pracy sam w niemal absolutnym mroku.

Od Andrei – Żałoba

Radiowóz zwolnił, Andrea zaparkowała w wąskiej, cichej uliczce jednego z sennych, stellairskich osiedli. Kliknęły pasy, trzasnęły drzwi i trójka osób, pod przewodnictwem komisarza Szarika, skierowała się w stronę jednego z domów. Dzwonek do drzwi, buty i płaszcze w przedpokoju, nie wiedzieć kiedy wszyscy zasiedli w przestronnym salonie. Miękkie kanapy, niski stolik, stworzony do tego, by gościć na swym blacie słodkości, pastelowa barwa ścian, niewielkie obrazki w prostych ramach, obowiązkowa półka z książkami, kinkiety z nieznacznie zakurzonymi abażurami i oczywiście dywan, po którym wygodnie można było chodzić boso. To był miękki salon, stworzony do leniwych poranków i cichych wieczorów, do milczącego siedzenia z książką i rozmów od serca w wąskim gronie najbliższych przyjaciół.

12 listopada 2025

Od Yangcyna – Ambicja

— Moją największą ambicją jest zostać policjantem.

Od Setha — Miasto

Kiedy Seth obudził się w kompletnie nieznajomym miejscu, było to zdecydowanie… nowe doświadczenie. Zwiedził wiele krain, widział naprawdę wiele społeczności, ilości miast, które odwiedził nie dało się zliczyć. Ale to wyglądało zupełnie inaczej…

Od Tristana – Ambicja

Tristan przystanął na samej krawędzi dwudziestopiętrowego bloku. Wiatr szarpał go za włosy, bawił się materiałem koszuli. Smakował inaczej tu, na wysokości, skąd można było przyglądać się biegnącym po parkingu mrówkom. Życie toczyło się pod jego stopami, nieświadome jego spojrzenia i to dawało mu jakieś szczególne poczucie oderwania od całej reszty. Na chwilę wszystko traciło znaczenie – kwiaty wciąż stojące w korytarzu agencji, barki bolące od nowego ciężaru, dłonie próbujące trzymać z większą bezwzględnością broń. Na chwilę zostawał tylko on i przepaść, którą był w stanie pokonać.
— Marhalt? — rzucił Tristan, analizując te kilka metrów przestrzeni dzielącej blok, na którym stał, od drugiego znajdującego się najbliżej. — Co myślisz o tym?

Od Nikolaia — Ambicja [AU]

To był nerwowy dzień.

Od Merlina – Ambicja

Tydzień później Merlin stał przed księgarnią „Leże Smoka”. Szyld, stylizowany na rzeźbionego w drewnie, zwiniętego w kłębek gada, wyznaczał miejsce jego kaźni. Merlin czuł, jak serce uderza o żebra w suchym, nerwowym rytmie. W dłoni ściskał teczkę z włożonym w koszulkę CV – Urania mu poleciła, wiedziała, jak mocno pocą mu się ręce ze stresu.

11 listopada 2025

Od Isarra — Intuicja

Isarr nigdy nie był w błędzie kiedy chodziło o jego własny sklep i jego własne rośliny. Chociaż ostatnio coś było nie tak i ku jego irytacji nie wiedział co, a jego intuicja nie kierowała go w żadnym przydatnym kierunku. Liście roślin w “Mimozach” czerniały, co doprowadzało nagę do załamania nerwowego, co on niby robił źle?

Od Dantego – Cień

Sappho już dokładnie wiedziała, kto czekał za jej drzwiami, gdy dzwonek wybił ją z rytmu żmudnej pracy nad papierologią. Zdjęła łańcuszek, przekręciła klucz, uśmiechnęła się uprzejmie do kuriera spoglądającego na nią znad licznych tulipanów.
— Pani Sappho Selachinius?

Od Theo – Linia

Theo siedział na plastikowym krzesełku, nóżki swobodnie dyndały w powietrzu. W rączkach trzymał figurkę goldena retrievera. To była jego ulubiona rasa piesków. Były urocze, miały puszystą, złotą sierść i ciepłe spojrzenie. Zawsze chętnie się bawiły, a do tego szybko uczyły się komend. Chłopiec usłyszał gdzieś, że w wielu przypadkach pies był podobny do właściciela i na odwrót. Myślał, że sam trochę przypominał takiego goldena. Może jego włosy były ciut ciemniejsze, ale poza tym reszta się zgadzała. Też chętnie się bawił, poznawał otaczający świat.

Od Nikolaia — Cień [AU]

TW: śmierć zwierzęcia
Chwilę później przybył patrol. Trochę się spóźnił — bestia zdążyła się już posilić jedną z owiec. Wciąż jednak znajdowała się na granicy farmy. Siedziała skulona przy ogrodzeniu, kończyła swój posiłek.

Od Seymoura – Linia

Seymour nadal przyzwyczajał się do tego, jak funkcjonowała rodzina Virgila – jak normalnym było dla nich spędzanie razem czasu, regularne rozmowy, wspólne wyjścia i w ogóle utrzymywanie ich rodzinnej więzi żywą i wciąż aktywną. On sam nigdy nie nauczył się tego w domu – gdy wyjechał na studia, kontakt z ojcem prawie mu się urwał, rozmawiali tylko przy okazji egzaminów, a jeśli chodziło o Nicholasa, to jego młodszy brat sam go zaczepiał, regularnie dopytywał się o to, ja mu idzie nauka, jak dogaduje się ze znajomymi… Kontakt ten przez długi czas utrzymywał go względnie na powierzchni, dopóki nie rozluźnił się z winy Seymoura, to jednak była opowieść na inny czas.

10 listopada 2025

Od Setha — Punkt [AU]

— Wiesz, jako, że jesteś moim synem to twoje pieniądze są moje, nie? — niezadowolenie bijące z głosu Seweryna była bardzo dobrze słyszalne. Monopoly nie było jego mocną stroną, zresztą tak samo jak każda inna planszówka czy karcianka.

Od Cheoryeona – Koń (II) [AU]

Godzina węża była tą, w czasie której już wszyscy zdążyli w pełni zanurzyć się w swoich życiach. Sprzedawcy pootwierali sklepy i stoiska, kucharze zapraszali gości do swoich knajp, urzędnicy zajmowali się finansami lub zarządzaniem, a nawet rodzina królewska robiła... cóż, coś królewskiego na pewno. Pogoda dopisywała, słońce ogrzewało ziemię, nikt więc się specjalnie nie krył.
Takiego skupiska osób Cheoryeon jeszcze w tym kraju nie widział.

Od Constancii – Krawędź

        List spoglądał na nią ponuro. Światło świecy migotało, poruszane delikatną bryzą. Constancia ceremonialnie oczyściła ręce, sucha skóra przybrała jeszcze jaśniejszą barwę. Pobalsamuje je później, nie teraz. Nie chciałaby splamić pergaminu. Zaczęła czytać.

Od Dantego – Punkt

W Saloonie wszystko wzdychało, parskało, płakało – ten jeden załamany gość przy barze czekał kolejną godzinę na zbawienie od udręczenia, zakatarzony gnom próbował czytać gazetę, a ta jedna panienka wylewała wszystkie łzy z siebie nad drugim kieliszkiem martini. Miejsce nie było brzydkie, co najwyżej potrzebowało dodatkowego grosza i paru drobiazgów, lecz jego dusza w piątek wieczór zdecydowanie miała ochotę położyć się spać równie mocno, co stojące za barem Aiolyt, kręcące sterem tego ziewającego statku. Na szczęście heavymetalowe miauczki i ich wyjątkowe plus dwa upatrzyło sobie Saloon na swoją popijawę, wlewając w siebie zastanawiające ilości alkoholu, a w lokal niesłychaną atmosferę.

Od Seymoura – Natura

Seymour sam nawet nie spostrzegł, kiedy ten jeden obiad z rodzicami Virgila zmienił się w regularne odwiedziny muzyka w domu Moerisów, połączone ze stopniowym zapoznawaniem reszty wilkołaczej rodziny. Babcię zjednał sobie szybko, choć nie w sposób, w jaki by chciał, dobrze też dogadywał się z Dorianem i Aleandro. Ich dzieci, trójka niesfornych wilczków, zainteresowała się jego świecącymi tatuażami, ale gdy okazało się, że Seymour nie potrafi sprawić, żeby zmieniały kolor i świeciły jak ta odlotowa klawiatura ze sklepu, rozczarowanie odmalowało się na dziecięcych twarzach i były czarodziej już nie był taki fajny.

Od Nikolaia — Krawędź [AU]

TW: śmierć zwierzęcia
Minęło kilka dni. Odkąd Nikolai tylko wstał, nie czuł się najlepiej. Znów miał zawroty głowy i trudności z równowagą. Wstał z łóżka chwiejnym krokiem. Czuł, że ostatnio z jego zdrowiem dzieją się dziwne rzeczy. Ale dopóki stał o własnych nogach, postanowił się tym nie martwić.