Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

29 listopada 2023

Od Dantego – Brokat

Nigdy nie potrafił za długo usiedzieć w mieszkaniu, a już w szczególności gdy był w nim sam, lecz przez ostatnie wydarzenia niechęć do zostawania w swoich cichych, czterech ścianach nasiliła się, ledwo dając mu spać spokojnie w wannie, przebrać się, miło mu się tylko rybki karmiło. Zabrane od Giovanny listy spoczywały na stoliku przed kanapą i wciąż nie potrafił zebrać się w sobie, żeby je otworzyć. Więc szukał choć chwili wytchnienia gdziekolwiek, pływając w morzu, spacerując po kwiaciarniach, ślęcząc godzinami w kawiarniach, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w wystygłą herbatę. W pracy zakładał słuchawki, pochylał się nad biurkiem i wstawał, dopiero gdy Kuttner się pytał, czy wszystko w porządku i czy nie jest głodny. Virgil domyślał się, lecz nie naciskał, Zapałce syren napisał, że wyjścia do baru są odwołane, z Basharem chciał się spotkać, lecz z drugiej strony spodziewał się, że lekarz zainteresuje się otarciami na dłoniach, a Dante wiedział, że jemu nie odmówi odpowiedzi. Nie był jednak na to gotowy, więc poprosił o cierpliwość i danie mu czasu.
Gdy tak błądził po mieście, nogi same zaprowadziły go w stronę teatru, gdzie przesiadywała jeszcze jedna bliska mu osoba – wróżka, zawsze łatwo i sprytnie potrafiąca skupić jego myśli na czymś zupełnie innym, będąca dużo większym dla niego wsparciem, niż sobie chyba zdawała z tego sprawę. Cieszył się, że Maeve po prostu jest, że może pobyć z nią, o nic więcej nie zamierzał prosić.
I nie musiał, bo i bez tego przyjaciółka przyszła z choć chwilowym wybawieniem go z tego przytłaczającego marazmu. Wystarczyła szczypta brokatu.
Kiedy zużyli całe pudełko, nie miał pojęcia, w pewnym momencie wsadził rękę do pustego opakowania, zaklął, Maeve zaś zaśmiała się głośno, trzymając w garści prawdopodobnie poszukiwane przez niego resztki, podleciała i nawet zasłonięcie się rękoma nie uchroniło go przed zarobieniem błyszczącej bomby w złotą burzę. Syren okręcił się, kolorowe drobinki poleciały w powietrze, sypiąc się z jego włosów.
— Maeve! — Parsknął, wymierzył w nią palcem, ledwo mówił przez niekontrolowany śmiech. — Gdzie masz jeszcze brokat? Gdzieś musisz mieć!
— Z tamtej szafie — wydukała wróżka, opadając powoli na ziemię. Ciało trzęsło się z wesołości, dopiero po chwili aktorka zrozumiała swój błąd, spojrzała z lekkim przerażeniem na ten charakterystyczny półuśmiech niezwiastujący niczego dobrego. — O nie.
Dante był szybszy. Zanim Maeve zdążyła do niego podbiec, on już szarpał za drewniane skrzydło, grzebał prędko po półkach, a wskakująca mu na plecy wróżka, desperacko próbująca jakoś mu przeszkodzić, nic nie mogła poradzić. Znalazł opakowanie pełne różowego brokatu, szarpnął za wieczko, roześmiany pisk uciekł z gardła przyjaciółki. Maeve przycisnęła się do jego barku, drobiny poleciały w tył, obsypały ich obojga.
Zmęczenie wzięło w końcu nad nimi górę, zmusiło do położenia się na błyszczącej podłodze, kulturalnego zignorowania bałaganu, jaki zdążyli stworzyć w sali. Dante ciężko oddychał, Maeve jeszcze ciężej, to bieganie i latanie za kawałkiem zwisającej z sufity starej kurtyny było zdecydowanym szczytem jej sprawności fizycznej i teraz brokat przez pot lepił się jak na klej do jej czoła. Uśmiechnął się, zerknął w bok, pstryknął wróżkę w ramię. I tak ją dorwał, o konsekwencjach zerwania tej kurtyny z zaczepu nie myślał.
— Masz mniej brokatu na sobie niż ja — mruknęła Maeve, popatrując na niego zmrużonymi oczami.
— Trzeba było lepiej się orientować i mi nie mówić, gdzie brokat jest — odparł, odgarniając włosy z twarzy. Skrzywił się, zamlaskał językiem, czując, że dostało mu się tego cholerstwa nawet do ust. — Kurwa, jak mi na kłach to… Hej!
Aktorka przeturlała się po ziemi, objęła go, kiwając do tego energicznie głową na boki, strząsając na syrena to, co osadziło się na rudych kosmykach i ramionach.
— Żeby było po równo!
Jak łatwo było zapomnieć, jak radośnie pogrążyć się w zabawie i uważać tę teatralną salkę za wszystko, co się liczyło i ocieplało zziębnięte serce. Pierś nie bolała od płaczu, lecz od śmiechu, usta wyginały się w szczery uśmiech, nie ten wymuszony i udawany, Dante prychał i kichał od ilości brokatu w rude loki, nie bojąc się, że przy przytuleniu kogoś zwyczajnie się rozpłacze.
Ścisnął mocniej wróżkę, figlarna myśl zakręciła się w głowie.
— Ej, Maeve — zagaił.
— Hm?
— Dzwonimy po Ignisa?
Chwila wahania i niepewności, prawie znów się roześmiał przez jej reakcję.
— D-dzwonimy po Ignisa — powiedziała, a policzki zaczerwieniły się, jakby żadnego odpoczynku od biegania wróżka nie odbyła.


Ktoś szedł korytarzem, przystanął, ruszył dalej, szukając właściwego pomieszczenia przy pomocy nadesłanych instrukcji. Glany zaszurały o ziemię, niczego nieświadomy Ignis coś mruknął pod nosem, nacisnął klamkę.
— Karp, wytłumaczy mi łaskawie, po kiego chuja…
— Teraz! — krzyknął Dante, wyskakując na Zapałkę zza otworzonych przez niego drzwi, sypiąc mu w twarz całym pudełkiem brokatu, Maeve zaś, wisząca w powietrzu nad wejściem, przekręciła własne pudełko do dołu wiekiem, pakując mieniące się srebro w potarganego włosy muzyka.
Genashi stanął jak wryty, zamrugał, oranż z czystą nienawiścią patrzył na pękającego ze śmiechu syrena.
— Czy ciebie do reszty… — Wszechświat nie byłby sobą, gdyby ponownie coś nie przerwało Zapałce jego wzburzone pierdolenie.
— Maeve?!
Głos brzmiał bardzo podobnie do Elaine, właścicielki teatru. Cała trójka zerknęła na korytarz, wytrzeszczyła oczy na stojącą niedaleko od nich elfkę, poruszoną do żywego widokiem walającego się po wszystkim i po wszystkich brokatu. Dante zaśmiał się niezręcznie.
— Ojoj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz