Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

22 listopada 2023

Od Sorena - Miłość

– Angusie, myślisz, że prawdziwa miłość istnieje?
Pytanie zawisło między mężczyznami, a napięcie, jakie wywołało, dało się odczuć niemal natychmiastowo. Czarodziej uniósł wzrok znad sterty wypełnianych dokumentów, najpewniej kolejnych kontraktów, którymi wkrótce go zarzuci, całą swą uwagę skupiając na opierającym się o parapet chłopaku. Soren wyglądał jak siedem nieszczęść, co w jego przypadku było niezwykłą wręcz rzadkością - mógł umierać z powodu wysokiej temperatury, z powodu bliżej niezrozumiałej melancholii, ale nigdy nie pozwoliłby sobie na zaniedbanie własnej aparycji. A jednak, stał przy oknie, ściskając w dłoniach kubek już od dawna zimnej herbaty, nie potrafiąc oderwać swych zaczerwienionych przez płacz i brak snu oczu od czegoś za oknem. Angus odchrząknął, robił to zawsze, gdy próbował zebrać myśli, nim podniósł się z własnego fotela, niepewnie podchodząc do Sorena.
– Jestem pewien, że istnieje. – Podniósł dłoń, by położyć ją na plecach kompana, jednak w ostatniej chwili zdecydował się ją cofnąć, jakby obawiając się jego reakcji. – Niektórzy poświęcają całe życie, by ją odnaleźć.
Soren wykrzywił usta w kwaśnym uśmiechu, upijając łyk herbaty. Była obrzydliwa i gorzka. W pewien sposób przypominała chłopakowi o wszystkim, co ostatnimi czasy kłębiło się w jego głowie, zatruwając umysł i uniemożliwiając zaznanie choćby chwili spokoju. Soren wmawiał sobie, że nie miał bladego pojęcia, co spowodowało w nim falę tak negatywnych emocji, lecz w głębi serca doskonale potrafił wskazać przyczynę swoich zmartwień. Od lat marzył o życiu w świetle reflektorów, o byciu uwielbianym i podziwianym przez tłumy nieznajomych, o byciu kimś, jednak im bardziej zbliżał się do szczytu własnej kariery, tym dotkliwiej odczuwał przygniatający go szklany sufit społecznego zepsucia i oczekiwań, których nigdy nie będzie w stanie spełnić. Choć mogło wydawać mu się, że robi coś ze swoim życiem, sprzedając własne ciało setkom magazynów, rezygnując z prywatności w zamian za kilka pozytywnych komentarzy na swój temat, w rzeczywistości jedynie przyczyniał się do własnej autodestrukcji. Soren nie pamiętał, kiedy ostatnim razem nawiązał z kimkolwiek prawdziwie szczerą relację, w której poczułby się doceniony. Większość osób, które mijał na swej drodze, widziała w nim jedynie krótką przygodę, ładną buzię, której zdobyciem mogą się pochwalić, gdy następnym razem ujrzą jego twarz na billboardzie lub okładce magazynu. Gdyby nie był atrakcyjny, byłby nikim. Przypominał sobie o tym za każdym razem, gdy szedł do łóżka z kolejną spotkaną chwilę wcześniej osobą, która choć na chwilę dawała mu poczucie przynależności, prawdziwego pożądania, którym mógł do woli poić swe wiecznie nienasycone pragnienie adoracji. Żadnej z tych osób, których imion nie potrafił spamiętać, nie obchodziło to, kim był naprawdę, to, że był gotów otworzyć przed nimi swe serce i obnażyć najintymniejsze skrawki samego siebie. Liczyło się jedynie to, kim jest. Soren Acedia, zdobywca ludzkich serc. Chwilami naprawdę wierzy, że przelotne romanse zdołają zapełnić w nim potrzebę ludzkiej bliskości, jednak za każdym razem budzi się z tym samym uczuciem obrzydzenia, nie mogąc zdzierżyć widoku własnego odbicia. Za każdym razem czuje się tak samo brudny i zepsuty, jednak mimo tego nie potrafi przestać. Stał się więźniem, współtwórcą owego błędnego koła, napędzanego surowymi, ludzkimi instynktami, z którymi nie potrafił się zmierzyć. Niekiedy sama myśl o porzuceniu dotychczasowych nawyków kłuła go w serce - bowiem czy potrafiłby przetrwać bez niekończącego się źródła pozornej adoracji i uwielbienia? Czy gdy piękno przeminie, nadal będzie kimś?
– Myślisz, że to możliwe? Że ja… – Jego głos zaczął się załamywać. Nie mógł sobie na to pozwolić. – Że mi też kiedyś dane będzie ją odnaleźć?
Angus nie odpowiedział, a jedynie nieśmiało objął przyjaciela ramieniem, gładząc jego plecy dłonią. Nie wiedział, jak go pocieszyć, jak mu pomóc - Soren stanowił dla niego zagadkę, której dotychczas nie potrafił rozgryźć i najprawdopodobniej nigdy nie rozgryzie. Zdawał sobie jednak sprawę, że pomimo kłótni i licznych różnic, jest jedyną osobą, której Acedia ufa. Nie zamierzał go zawieść, nie potrafiłby nawet, gdyby chciał. Mężczyźni trwali więc w uścisku, w głuchej ciszy, przerywanej chwilami przez głuche łkanie Sorena, którego Angus udawał nie słyszeć.
– Dziękuję. – wyszeptał Soren, a słowo to znaczyło wówczas dla Blyhe’a więcej, niż mogłoby się wydawać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz