Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

28 listopada 2023

Od Ignisa - Podniecenie

Ciemność rozbłysła przelotnie, ukazując skupioną twarz i wąski profil nosa; złociste refleksy zatańczyły w głębi niezwykłych oczu, obrysowały lekko zapuszczone, ciemne włosy. Dym uniósł się aromatycznym kłębem, otulając umięśnioną sylwetkę odzianą w tę charakterystyczną, skórzaną kurtkę. Niczym dłoń kochanki, musnął kark i policzek. Ciepło. Mężczyzna z lubością zaciągnął się dymem.
Lubił się wyciszyć przed koncertem. Gdzieś tam obsługa była już na miejscach, może sprawdzali po raz ostatni sprzęt. Jego zespół siedział za kulisami, przerzucając się żartami i pogrążając w tej specyficznej mieszaninie podenerwowania i ekscytacji, jaka zawsze im wtedy towarzyszyła. Niemal słyszał Raama, jak śmieje się z czegoś, jak jego tubalny głos dominuje rozmowę. Seymour kiwał się pewnie, przysiadłszy na samotnym krześle, Ioannis zaś pozostawał w centrum grupy, splótłszy dłonie, obdarzając wszystkich łagodnym uśmiechem. Arieth, drobny i niepozorny, ginął nieco w rankingach popularności, nie przyciągał tyle uwagi, lecz gdy zespół zostawał sam, jego głos przebijał się przez rozmowy, zmiennokształtny szczebiotał, wypełniając ciszę swoim głosem.
I byli też fani – niecierpliwi, równie podekscytowani, ich tłum wibrujący niczym żywa istota. Niemalże czuł ich podniecenie, żar, czekający tylko na to, aż w niego dmuchnie, budząc do życia drzemiący w środku ogień. Z jednej strony nie mógł się doczekać, aż w końcu wyjdzie na scenę, powitany chaosem krzyków i oklasków, z drugiej zaś ta specyficzna cisza tuż przed koncertem miała w sobie coś niezwykłego; magicznego, niemalże świętego. Żar rozbłysł, dym uniósł się, rozmył w przestrzeni, niczym wonne kadzidło. Mężczyzna westchnął głęboko.
Ignis znów zaciągnął się papierosem, odchylił głowę, oparł o chropowatą ścianę. Wypuścił kolejny kłąb dymu, ten zaś rozmył się w półmroku, pozostawiając po sobie jedynie przyjemny zapach tytoniu, który w umyśle Ignisa nieodłącznie wiązał się z muzyką. Jeszcze tylko parę chwil, jeszcze kilka uderzeń serca, nim przyjdzie czas, by wyjść na scenę, do ludzi, by dać się oślepić światłu reflektorów i wkroczyć w ten budząc się do życia żar entuzjazmu widowni. Wargi Ignisa wygięły się w uśmiechu, mężczyzna przymknął oczy. Ostatni raz zaciągnął się dymem.
A potem papieros wylądował w popielniczce, westchnął ostatnią, szarą smużką, nim zgasł na dobre. Ignis odepchnął się od ściany i przeciągnął, aż strzeliło mu w barku. Tak, teraz był gotowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz