Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

14 listopada 2023

Od Dantego – Przemyślenia

Biuro Vi znajdowało się blisko centrum, bez problemu prowadziły do niego liczne ścieżki rowerowe, przyozdobione po bokach tracącymi liście dębami, biegnącymi przy uroczych kawiarenkach. Nazwę jednej, połączonej z antykwariatem, nawet sobie zapisał, by móc zapytać potem Bashara, czy chciałby się z nim do niej wybrać. W każdym razie dojechał przed czasem, a to znaczyło, że wilkołak przegrał zakład i to on dzisiaj stawiał jedzenie.
— Będę miał zawody za trzy miesiące — odezwał się, gdy już usiedli w knajpie w oczekiwaniu na swoje burgery. Było kameralnie, skromny lokal z rustykalnym wystrojem i dobrymi opiniami.
Vi zdjął płaszcz, brwi powędrowały w górę.
— Dawno już w żadnych nie startowałeś.
— Tak, trochę mi chyba tego brakowało. — Dante się uśmiechnął. Ekscytacja na powrócenie na większy ring, z sędziami, z tą całą oprawą, którą dostawały zawody, regularnie służyła mu za motywację do zostawania dodatkową godzinę w klubie. — Co innego trening, co innego walka na punkty. Za długo ograniczałem się do zwykłych sparingów. — Spostrzegł, że Virgil, zamiast podłapać jego entuzjazm, ucieszyć się jego szczęściem, ucieka gdzieś wzrokiem. — Co jest?
Grafik zerknął na niego, westchnął, pochylił się. Splótł dłonie na stoliku, kciuki zaczęło postukiwać o siebie.
— Bo… Jedna rzecz mnie zastanawia. Masz nowego trenera, tak? — Syren przytaknął, nie do końca rozumiejąc, gdzie Vi zmierzał. — A co ze Scalą?
Różowe okulary, pełne światła, błysków, dodające zadziorności, pogodności zrzeszającej mu ludzi, wydały się dziwnie ciemne, przygasłe w knajpie mieniącej się żółtymi światełkami.
— Co ma z nim być? — zapytał chłodno, siadając bokiem do wilkołaka.
— Gdy się pokłóciliśmy — z Vi znali się zbyt długi szmat czasu, żeby nagłe zmiany w nastroju syrena były jeszcze w stanie łatwo go zrazić — chodziłeś do niego normalnie na treningi, a potem, jak zaczęliśmy znów gadać, ty nagle jeżyłeś się na choćby wzmiankę jego imienia. — Dodał nieco ciszej: — Nigdy mi nie powiedziałeś, co się właściwie stało.
Kelner przyniósł ich zamówienie, wyczuł ciężką ciszę, która zapadła między mężczyznami. Skrępowany, popatrzył to na jednego, to na drugiego, pożyczył szybko smacznego i zniknął z powrotem za drzwiczkami kuchni.
— Poróżniliśmy się trochę — mruknął przez ściśnięte gardło. Nie sięgnął po jedzenie, pozostając odwróconym, z głową podpartą na zaciśniętej za mocno pięści.
— Ale Dante. — Wilkołak bezskutecznie wpatrywał się w twarz przyjaciela, szukał jakieś formy kontaktu, sposobu na przebicie się przez gwałtownie postawiony mur. — To było lata temu, a ty nadal się do niego nie odezwałeś. Inaczej byś mi powiedział.
Potrzebował chwili na opanowanie drżenia dolnej wargi.
— On do mnie też nie. — Głos należał do mężczyzny, słowa do chłopaka próbującego oczyścić swoje sumienie.
Vi prychnął, przyciągną w końcu uwagę syrena.
— Że wy nie jesteście rodziną, naprawdę. — Przyjaciel pokręcił głową, a Dante nie zdobył się na to, żeby powiedzieć mu, jak wiele razy pragnął, by jego nazwisko brzmiał zupełnie inaczej. — Nie myślałeś chociaż o tym, żeby go odwiedzić? Znaleźć w internecie, napisać przynajmniej głupiego maila?
Ze swymi przemyśleniami prawie zawsze dochodził do wniosku, że Scala nie chciał go oglądać, a zdanie, jakim pożegnał swego podopiecznego, utrzymywały się aż do teraz, skutecznie zniechęcając syrena do postawienia nogi ponownie w swoim dawnym klubie sportowym.
Prawie zawsze.
Na dnie serca, w miejscu, gdzie siedziały wspomnienia ze spędzonych razem chwil, wypowiedzi i rady, które ukształtowały z niego dorosłego człowieka oraz boksera, były powodem do uśmiechu, lecz niejednokrotnie również do żalu, poczucia, że idąc łatwiejszą drogą, bez konfrontacji z błędami przeszłości, traci coś ważnego. Możliwość wybaczenia sobie, przeproszenia Scali.
Dante spuścił wzrok. Podziękowania mu.
Palec w zamyśleniu zakreślił małe kółko na korkowej podkładce.
— Chciałem przejść się parę razy do mojego starego klubu — potwierdził w końcu, nie przejmując się stygnącym burgerem. — Zapytać o niego.
— To zrób to! Ile chcesz jeszcze czekać? — Wzdrygnął się, słysząc ożywiony ton Virgila, wyciągający go z jego własnej głowy.
Zwinął dłoń w pięść, postukał nią o stół. Napięcie w twarzy zelżało.
— Może pójdę.
— Nie może, tylko pójdź. Pogadaj z nim w końcu. Nie jesteście już tymi samymi ludźmi. I nie wiem, czy ktokolwiek z was jest jeszcze naprawdę zły, cokolwiek sobie powiedzieliście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz