Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

01 listopada 2023

Od Charlie - Wspinaczka

 Na górze wcale nie było ciszej, przynajmniej dziś. Choć na tej wysokości szum samochodów i irytujący odgłos klaksonów był stłumiony, tak zimny wiatr huczał w uszach, szarpał za włosy i wdzierał się pod skórzaną kurtkę, zdecydowanie namawiając Charlotte, by skróciła swój pobyt na dachu wieżowca. A jednak mimo wszystko nie spieszyło jej się. Z tej wysokości na ciemnym niebie można było zobaczyć kilka gwiazd, nie stłumionych elektrycznymi światłami miasta, gdyby tak wściekle nie wiało, można by było usłyszeć nawet własne myśli. No i musiała trochę odpocząć, zanim ruszy w drogę powrotną. Oddychała głęboko, wpatrując się w jaśniejące wstęgi samochodów pod swoimi stopami, które z tej wysokości wyglądały jak zabawki. Ludzie zaś jak maleńkie mrówki. Uśmiechnęła się do siebie, cofnęła i odchyliła, kładąc na drobnych kamyczkach przykrywających dach. Wsunęła dłonie pod głowę.

– Nie wejdziesz.
– Ta, ja nie wejdę…
Znacznie wyższy od niej chłopiec ułożył dłonie na biodrach i patrzył na nią z wyraźną irytacją. Zdmuchnął grzywkę z oczu, po czym znów spojrzał w stronę starej, murowanej szopy, w której woźny z sierocińca trzymał wszystkie swoje graty. Podobnie jak sam budynek sierocińca, czasy świetności miał już za sobą. Jedna z szybek w dzielonym na cztery okienku zastąpiona była dyktą, a po jednej ze ścian wspinała się winorośl. Skośny dach wyglądał na stromy, a po ostatnich deszczach śliski.
– Daj spokój. Nie ma opcji, żebyś wygrał z Charlie we wspinaczce. Nikt jeszcze nie wygrał – rzuciła jedna z dziewczynek stojąca w tłumie gapiów. Skrzyżowała drobne, chude ramiona na piersi i pokręciła głową. – Jeszcze nikt z nią nie wygrał.
– Z tym chudzielcem!? – prychnął chłopiec, trącając arachnesę w ramię. Ta skrzywiła się lekko, tracąc równowagę i zataczając w tył. Chłopiec uśmiechnął się z pogardą.
– No dobra – powiedziała Charlie. Splotła palce i wyciągnęła dłonie, aż stawy zatrzeszczały jeden po drugim. – ale jeśli wygram, to oddajesz mi swój deser.
– A jeśli ja wygram, to oddajesz mi i obiad, i deser – chłopiec wyszczerzył się. Charlie zaledwie wzruszyła ramionami.
– Niech ci będzie.
Jej przeciwnik, nie czekając na nic, ruszył w stronę szopy, by od razu szukać palcami każdej szczeliny i wypukłości w ścianach. Towarzyszył temu dziki wrzask zebranych wokół dzieciaków, podskakujących i skandujących imiona, których brzmienie zlewało się w jeden niezrozumiały krzyk. Charlie dopadła do ściany kilka sekund później, zrzucając po drodze podarte trampki. Po prostu przycisnęła palce do chropowatej powierzchni i ruszyła na górę, zostawiając daleko za sobą głośne sapanie chłopaka.
– Oszustka! – Wydarł się, sfrustrowany i wściekły. Gdy dotarła na szczyt dachu, obróciła się w jego stronę. Powoli docierał do dachu. Zza krawędzi widziała jego purpurową z wściekłości i wysiłku twarz.
– Frajer! – roześmiała się. Przecież go wszyscy ostrzegali. Tak to jest z tymi nowymi…
– Ej! – W ostatniej chwili uchyliła się przed nadlatującym w jej kierunku kawałkiem drewna – uważaj! Spa… – Nie zdążyła dokończyć. Twarz nagle zniknęła jej za krawędzią, a krzyk dzieciaków zagłuszył przerażony wrzask.
    Zsunęła się z dachu, raniąc o gont stopy. W ostatniej chwili wychyliła się, łapiąc dzieciaka za rękę, rozpaczliwie próbującego znaleźć podparcie dla nóg. Jęknęła, gdy mięśnie i stawy zaprotestowały i sapnęła, gdy wielkie, przerażone oczy znów uniosły się w jej kierunku.
– Wszystkie desery do końca tygodnia. Inaczej cię puszczę – oznajmiła, zmieniając grymas bólu na szelmowski uśmiech.

– No tak. Mogłem się spodziewać, że właśnie tutaj cię znajdę – Ariel westchnął, opierając się o otwarte drzwi. Spojrzał na Charlie, krzyżując ramiona na piersi. – Chodź. Mamy sprawę do załatwienia.
Charlie wyprostowała się i otrzepała z pyłu i drobniejszych kamyków, które osiadły na jej ubraniu.
– Tak, tak, pamiętam. – Podeszła znów do krawędzi. Ariel uniósł brwi.
– Nie możesz normalnie, po schodach? – zapytał z wyraźną naganą w głosie.
– Po schodach jest nudno. Widzimy się na dole – Uśmiechnęła się do niego szelmowsko. Przekładając nogi przez krawędź. Chwilę później zniknęła za nią.
– Zabije się kiedyś – mruknął elf, zamykając za sobą drzwi. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz