Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

16 listopada 2024

Od Cinnie - duch

  Cinnie, muszę ci o czymś powiedzieć - powiedziała Lena, z błyskiem ekscytacji w oczach. Znałam dziewczynę od lat i wiedziałam, że jest osobą o dość bujnej wyobraźni, ale to co mi opowiedziała, brzmiało tak komicznie, że aż trudno było mi w to uwierzyć. - Myślę, że w moim domu mieszka duch.

Niemalże zakrztusiłam się herbatą, ale udało mi się zachować poważną minę. Przynajmniej na chwilę.

- Duch, serio? - uniosłam brew, próbując ukryć rozbawienie.

- Tak! - Lena spojrzała na mnie z oburzeniem. - Nie śmiej się, on naprawdę tu jest. Wyobraź sobie, że każdej nocy słychać stukot, jakby ktoś przechadzał się po korytarzu, a czasem czuję w powietrzu zapach perfum… taki jakby z innej epoki.

- Może to wasza kotka lubi wieczorem popsocić nieco w domu? - zażartowałam.

- Ona by mnie tak nie oszukiwała - odparła Lena z pełnym przekonaniem. - Poza tym, jest jeszcze coś… Wiesz, kim jest ten duch? Starszą panią, która tu kiedyś mieszkała. Z tego co wiem, kochała przyjęcia, śpiew i tańce. Kiedy była już sama, nadal urządzała małe imprezy, gotując potrawy i przygotowując przekąski, jakby nadal miała tłumy gości.

Ta historia zaczęła mnie coraz bardziej bawić, ale i ciekawić. Czyżby dom Leny faktycznie krył jakąś tajemnicę? Dziewczyna widząc moje zainteresowanie szybko dodała:

- Cinnie, musimy sprawdzić czy to legenda! Zróbmy coś, co ta pani kochała. Urządźmy jej małą imprezę i zobaczymy, co się stanie.

Pomysł był tak absurdalny, ale po krótkiej chwili wahania zgodziłam się. W końcu, co mogło pójść nie tak?

Wzięłyśmy się za przygotowanie salonu, by przyjąć naszego gościa z zaświatów. Lena rozstawiła stare świeczniki, posypała podłogę płatkami róż, a ja w tym czasie ustawiłam na stole tacę z babeczkami i małymi kanapeczkami. Czułam się, jakbyśmy przygotowywały się na przyjęcie, tylko że dla nikogo z tego świata. W końcu nastała północ. Usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy czekać. Cisza, która nastała, wcale nie była przerażająca - była bardziej zabawna. 

- Pani duchu, jeśli pani tu jest, bardzo prosimy, niech pani da jakiś znak - powiedziała Lena, starając się przybrać poważny ton.

Przez chwilę nic się nie działo. Cisza. Już miałam rzucić kolejną uwagę, gdy nagle… kanapa lekko się poruszyła. Moja przyjaciółka popatrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.

- Cinnie… chyba to poczułam - wyszeptała.

Ja też to poczułam, ale bardziej niż duchy, podejrzewałam, że kanapa nie była najlepiej ustawiona na nierównej podłodze. Uśmiechnęłam się i postanowiłam wczuć się w atmosferę.

- Pani duchu, jeśli chce nam pani coś przekazać, jesteśmy gotowe słuchać.

I wtedy poczułyśmy zapach, woń staroświeckich perfum uniosła się wokół nas. Obydwie zamarłyśmy, bo to już nie był żart. Zapach był wyraźny i słodkawy, coś pomiędzy jaśminem a różą.

- Cin, to ona… - szepnęła Lena, przyciskając rękę do ust. - Babcia mówiła, że ta pani zawsze pachniała różami.

- No dobrze pani duchu, skoro tu już pani jest, może zatańczy pani z nami? - spytałam odważnie.

I wtedy zaczęło się coś naprawdę niesamowitego. Lena włączyła muzykę z lat pięćdziesiątych, którą jej babcia kiedyś uwielbiała. I jak na komendę, całe nasze towarzystwo - w tym może i pani duch - zaczęło się poruszać w rytm muzyki. Lena wciągnęła mnie do tańca, a ja wciągnęłam jej kotkę, kręcąc się z nią w kółko niczym w trakcie walca czy czegoś. W pewnym momencie biegałyśmy wokół salonu, machając rękami na wszystkie strony. Przyjaciółka wirowała, śmiejąc się, a ja próbowałam uniknąć jej podskoków, by przypadkowo mnie nie trafiła.

Nagle coś stuknęło w kuchni. Spojrzałyśmy po sobie i popędziłyśmy, zastanawiając się, co tym razem nas straszy. Okazało się, że jeden talerz przesunął się na skraj blatu.

- Może pani duch ma ochotę na babeczkę? - powiedziałam żartobliwie.

Głos muzyki jakby się podgłośnił, a rytmiczne nuty ponownie wciągnęły nas do tańca.

- No dobrze, pani duchu! - krzyknęłam w stronę powietrza. - Skoro pani już tu jest, niech pani bawi się dobrze!

I tak wieczór zakończył się na śmiechu, tańcu i chaotycznym rozgardiaszu. Kiedy muzyka ucichła, obie poczułyśmy, że obecność dawnej gospodyni zniknęła. Wszystko wróciło do normy - cisza, spokój, a jedynym śladem po naszym gościu były przewrócone świeczniki i rozsypane płatki róż.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz