Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

14 listopada 2024

Od Cinnie - godzina

Tego poranka, jak zwykle przy śniadaniu, skrolowałam bez celu internet w poszukiwania zajęcia na ten dzień. Nagle wpadłam na coś, co od razu przykuło moją uwagę: artykuł zatytułowany „Znamy twoją godzinę przeznaczenia!”. Już po kilku pierwszych zdaniach dowiedziałam się, że wystarczy odpowiedzieć na kilka prostych pytań, by ustalić, w którym momencie dnia wydarzy się coś niezwykłego, a może nawet zmieni moje życie. Brzmiało to nieco mrocznie, ale i intrygująco.

Z nudów i zabawy obliczyłam swoją godzinę przeznaczenia, która według magicznych skryptów miała wybić dokładnie o 16:16. Nie mogłam tego traktować poważnie, więc parsknęłam śmiechem i zapomniałam o tym aż do popołudnia. W ciągu dnia udałam się na kilka godzin do biura, wybrałam się na zakupy i nawet udało mi się wcisnąć w strój sportowy i poćwiczyć pilates, ale w końcu i mi zaczęło się nudzić. 

Z braku pomysłów na zajęcie przypomniałam sobie o godzinie przeznaczenia. Zbliżała się 16:00, a ja, choć nie wierzyłam, że coś magicznego mogłoby się wydarzyć, zaczęłam się nieco stresować. „Bez paniki Cin”, mówiłam do siebie, siedząc na kanapie w salonie i wpatrując się w zegarek na telefonie, który bezlitośnie odliczał kolejne minuty. To musiał być głupi żart, no bo w końcu to był tylko internet, miejsce pełne niespodzianek i pranków, prawda?

Gdy zegar wybił 16:10, poczułam lekki niepokój. Patrzyłam na wskazówki zegara, starając się przewidzieć, co się może stać. Moje myśli zaczęły wymykać się spod kontroli. A co jeśli coś naprawdę miało się wydarzyć? Może coś faktycznie miało zmienić moje życie? Przez głowę przelatywały mi absurdalne scenariusze: że usłyszę tajemniczy dzwonek do drzwi, w skrzynce znajdę jakieś tajemnicze pismo lub dostanę wiadomość od dawno zapomnianego przyjaciela.

O godzinie 16:14 serce biło mi jak szalone. Siedziałam nieruchomo, nasłuchując każdego szelestu. Nawet cisza wydawała się podejrzana. Spojrzałam na zegar - 16:15.

- Jeszcze minuta - wyszeptałam do siebie, jakbym miała ujawnić jakąś tajemnicę.

Gdy wybiła 16:16, wstrzymałam oddech i… absolutnie nic się nie wydarzyło. Minęła sekunda, potem kolejna. Wciąż nic. Zerknęłam na telefon. Może źle obliczyłam czas? Ale zegar jasno pokazywał godzinę przeznaczenia. Wtedy nagle, dokładnie w tej samej chwili, zza drzwi usłyszałam głośny dźwięk. Serce podskoczyło mi do gardła. To był ten moment?

Pobiegłam do drzwi, wyobrażając sobie nie wiadomo co - czy będzie tam jakiś tajemniczy posłaniec? Może koperta z jakimś napisem? Albo dziwny, zagadkowy pakunek? Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam tylko sąsiadkę z naprzeciwka, starszą panią Ellis, która z uśmiechem patrzyła na mnie, trzymając w ręku dużą, materiałową torbę. Zdezorientowana zapytałam:

- Eee tak? W czym mogę pomóc?

- Cinnie, kochanieńka! Widzisz, popsuła mi się pralka, a potrzebuję przeprać kilka rzeczy. Może byłabyś tak miła i pozwoliła mi skorzystać z waszej pralki? - zapytała.

Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Oto moja godzina przeznaczenia - pranie sąsiadki. Przygryzłam wargę, żeby nie parsknąć śmiechem i zaprosiłam ją do środka. Poczułam wielką ulgę, ale i lekkie rozczarowanie. Próbując zamaskować zawód wskazałam jej pralkę. Starszą kobieta długo ustalała program, marudząc przy tym, że wszystkie te „nowoczesne maszyny mają za dużo przycisków” i że „kiedyś to było”.

Myślałam, że to koniec, ale nie. Pani Ellis okazała się gadatliwa i zafascynowana tematem przepisów na kiszone ogórki. Przez następne pół godziny opowiadała mi o idealnych proporcjach soli i przypraw, o tym, jak ząbek czosnku zmienia smak i dlaczego każdy ogórek trzeba specjalnie przygotować, inaczej będzie za kwaśny. Słuchałam jej, przytakując, co jakiś czas rzucając ukradkowe spojrzenia w stronę pralki, której program powoli dobiegał końca.

W końcu, gdy pralka się zatrzymała, byłam niemal wdzięczna. Pomogłam sąsiadce wyciągnąć pranie i zanieść je do jej mieszkania, a ona, szczęśliwa, wręczyła mi w podziękowaniu słoik kiszonych ogórków.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz