Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

14 listopada 2023

Od Maeve – Przemyślenia

Tego dnia próby trwały wyjątkowo do późna. Nic dziwnego, skoro reżyserka uznała, że ona sobie wiele rzeczy w związku ze scenariuszem przemyślała i teraz te przemyślenia zdobiły każdy egzemplarz scenariusza, jaki tylko wpadł w ręce tej szalonej kobiety. Plamy atramentu, przekreślenia, chaotyczne dopiski sprawiły, że w całą pracę z ostatniego miesiąca trzeba było zacząć od początku, a premiera zbliżała się wielkimi krokami. Miała wrażenie, że próg teatru przekroczyła nie dziś rano, a tydzień temu i od tego czasu nieustannie pracowali, aż w końcu ten tyran w postaci niskiej, starszej pani o surowym wyrazie twarzy, zlitował się i puścił ich do domu.
Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Latarnie zamigotały krótko, by w końcu rozbłysnąć jasnym światłem i rozświetlić ulice. Mimo że był wieczór, to jednak wciąż było nieznośnie ciepło, dobitnie wszystkim uświadamiając, że było to najcieplejsze lato ostatnich lat. Maeve nie marzyła o niczym więcej, jak tylko o tym, by wrócić w końcu do domu, wziąć długą, pachnącą kąpiel, napić się zielonej herbaty i pomodlić do wszystkich możliwych bóstw, aby reżyserka nie miała więcej przemyśleń, bo Ezra nie wytrzyma tego nerwowo. W głowie huczało jej od nieaktualnych i poprawionych kwestii swojej bohaterki, której dialogi, ze względu na zmiany, były wyjątkowo bezsensowne. Potrzebowała się wyciszyć, odpocząć choć trochę, dlatego sapnęła z niezadowoleniem, gdy na przystanku okazało się, że do najbliższego autobusu ma jeszcze niemal pół godziny.
– No cudownie… – mruknęła do siebie. Nie miała ochoty stać tu jak kołek i czekać, więc postanowiła przejść się trochę, choćby tylko do następnego przystanku. Ruszyła więc, po drodze łącząc słuchawki z telefonem. Już miała włożyć małe urządzenie do ucha, kiedy z wąskiej uliczki po prawej wyczuła rozdrażnienie. Instynktownie zerknęła w tamtą stronę.
– Czy ty wiesz, kurwa, z kim zadzierasz? – Wysoki, łysy mężczyzna zagradzał komuś drogę. Czterech jego kumpli stało tuż przy nim, a spojrzenia wszystkich utkwione były w kimś, do kogo zwracał się łysy. 
– Z kimś, kto nie potrzebuje grzebienia, ale na pewno przydałoby mu się mydło? – usłyszała odpowiedź, a jej oczy otworzyły się szerzej na brzmienie tego pewnego siebie, złośliwego głosu. 
Ostrożnie, aby nie zostać zauważoną, zakradła się w stronę zaułka. Skryta za rogiem, niemal przyklejona do ściany, w końcu go wypatrzyła. Tak, to był Dante. Ten sam Dante, który dwa dni wcześniej wykańczał jej kostium, wbijając szpilki w różową poduszeczkę zamocowaną na nadgarstku. Stał tak, że na jego twarz padał cień, jednak tę złocistą czuprynę rozpoznałaby wszędzie. 
Lubiła krawca, choć do tej pory nie mieli okazji porozmawiać dłużej o czymkolwiek innym niż krój strojów i ewentualnych poprawkach, kilka razy wymienić się uprzejmościami i zażegnać jednemu kryzysowi. Syren zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto nie poradziłby sobie w uczciwym pojedynku, jednak pięciu na jednego to zdecydowanie nie był uczciwy pojedynek. Co ciekawe, z jego strony wyczuwała jedynie rozbawienie i pragnienie spuszczenia im łomotu. Oni za to kipieli coraz większym gniewem, prowokowani przez pewnego siebie krawca. Był szalony, czy też aż tak pewny swoich umiejętności?
Nie chciała się o tym przekonywać. Być może syren sobie poradzi, a może nie? Wciąż pamiętała, jak stanął w jej obronie, gdy wściekły Aidan na nią naskoczył po jednym z ataków zaników pamięci, który nadszedł w najmniej oczekiwanej chwili. To on właśnie wtedy odprowadził ją na bok, pomógł się uspokoić i towarzyszył jej, póki wszystko nie wróciło do normy. Od tamtej sytuacji ich znajomość z braku czasu wróciła do rozmów o kostiumach i wymieniania się uprzejmościami, ale nie zapomniała mu tego. Nadal była mu za to bardzo wdzięczna. Nie chciała, by spotkało go cokolwiek złego. Bójka w ciemnej uliczce nie brzmiała zbyt… poetycko. 
Znów spojrzała na łysego, który zbliżył się o krok do syrena, jakby chcąc zastraszyć go swoją sylwetką, pusząc się dodatkowo. I wtedy drgnął, zaklął głośno i obrócił się gwałtownie.
– Który to zrobił?! – warknął na swoich towarzyszy. Maeve zasłoniła usta dłonią, by stłumić parsknięcie śmiechem. Miny oskarżonych musiały być cudowne. Żałowała, że nie może ich zobaczyć.
– Ale… ale co, szefie? – zapytał najodważniejszy.
– Który skurwiel mnie kopnął! – Ryknął łysy, łypiąc na każdego ze swoich kolegów po kolei. Stojący po prawej, szczuplejszy i młodszy mężczyzna z zielonym irokezem podskoczył nagle i chwycił się za ucho. 
– Co?! Kto tu jest?! – wydarł się, rozglądając z przerażoną miną. Tym razem wszyscy spojrzeli na niego. – Tu… tu straszy! – wrzasnął spanikowany. – Coś szeptało mi do ucha!
– Weź, nie pierdol! – Głos szefa stał się nieco wyższy, mimo wielkich wysiłków, by zabrzmieć groźnie. 
– No jak to? Nie wiedzieliście? W tej uliczce straszy duch chłopaka, którego napadli tacy jak wy. Mści się na wszystkich, którzy mają kiepskie fryzury i są na bakier z higieną – zakpił Dante, jednak napastnicy nie zwracali już na niego większej uwagi. Potrącanie, chłodne powiewy wiatru, cichy, niepokojący szept były ponad ich siły.
– Spierdalamy stąd! – Zakomenderował łysy i nie musiał tego dwa razy powtarzać. Wybiegli z uliczki, o mało się nawzajem nie tratując. Nie zauważyli nawet stojącej w cieniu drobnej wróżki. Maeve wyszła z ukrycia, kiedy tylko odbiegli. Uśmiechnęła się do Dantego. Światło latarni odbiło się w różowych okularach, gdy poprawił je na nosie, a później założył ramiona na piersi. 
– Nie wiem czemu, ale tak coś czułem, że to twoja sprawka – powiedział, patrząc na wróżkę znad okularów. Maeve wzruszyła lekko ramionami.
– Usłyszałam twój głos i nie mogłam nie spróbować chociaż pomóc. – Podeszła bliżej, chowając w końcu słuchawki do kieszonki torby. Nie zdradziła rozbawienia, kiedy syren prychnął z pogardą.
– Doskonale dałbym sobie radę. Nie z takimi sobie już radziłem.
– Wiem. To nie tobie chciałam pomóc, tylko im. Połamane szczęki chyba strasznie długo się goją. Nie ich wina, że byli na tyle głupi, że nie wiedzieli, z kim zadarli. – Uśmiechnęła się promiennie do syrena. Dante zamrugał, otworzył usta i zamknął je, a później znów otworzył. 
– No przecież! – rzucił, odzyskując rezon. Maeve roześmiała się.
– Poza tym, są milsze sposoby na spędzenie wieczoru niż obijanie gęb jakimś frajerom. Może pójdziemy na lody? Niedaleko otworzyli nową lodziarnię, trzeba zweryfikować, czy jest tak dobra, jak mówią – zaproponowała, palcem wskazując kierunek. 
– Na lody zawsze – odpowiedział Dante, wywołując na twarzy wróżki jeszcze szerszy uśmiech. 
– To co. Idziemy? – zapytała. Wspólnie opuścili ciemną uliczkę, wychodząc znów na główną ulicę. Pragnienie kąpieli i spokojnego wieczoru odeszło w zapomnienie, choć Maeve, tak dobrze bawiąc się z Dantem, nie mogła jeszcze przewidzieć, że to spotkanie będzie początkiem pięknej przyjaźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz