Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

05 listopada 2023

Od Merlina - Uśmiech

— Chyba cię pogięło.
Merlin wpatrywał się w stojącą przed nim Bernadette, a ten jej błagalny wyraz twarzy wcale nie sprawiał, że chłopak chętniej przychyliłby się do jej prośby. Wręcz przeciwnie – całość brzmiała bardzo prosto, ale dziewczyna uśmiechała się zbyt szeroko i zbyt intensywnie trzepotała rzęsami, żeby w całej tej kabale nie kryło się jakieś drugie dno. Merlin jak zwykle zakładał najgorsze, więc wolał nie ryzykować niepotrzebnie i nie pakować się w kłopoty, z których ciężko byłoby mu się wykaraskać. Postanowił, że odmówi, na pewno nie ulegnie i tym samym uniknie potencjalnych problemów oraz związanego z nimi stresu. Tak, to był dobry i bezpieczny plan. Nie będzie ryzykował ani się denerwował. I nie było takiej siły na świecie, która mogłaby sprawić, że zmieniłby swoje zdanie. Bernadette mogła się uśmiechać, mogła trzepotać rzęsami i nawijać kosmyk włosów na palec, ale on się nie ugnie. Niczym go nie przekona. Nie ma na to szans. Po prostu nie i tyle.
— Zrobię za ciebie projekt z eliksirów.
— Dobra, stoi.


Juan Francisco Corredor-Garcia był tym gościem. Wszystkie laski chciały być z nim, a wszyscy faceci chcieli być nim. Wysoki, ciemnowłosy, opalony nawet zimą, obdarzony zabójczym uśmiechem i bogatymi rodzicami – Merlinowi wyglądał na kolesia, który spękałby na widok pająka skitranego w wannie. Juan dbał o formę, oczywiście że latał profesjonalnie na miotle, grał w szkolnej reprezentacji i miał sztywno ustalony grafik, który Bernadette idealnie rozpracowała. Rano przebieżka po osiedlu, potem zajęcia w szkole, następnie trening późnym popołudniem i punkt siedemnasta powrót do szatni. Juan nie zmieniał swej rutyny, zawsze o tej siedemnastej był na miejscu, a według jego punktualności można było wyregulować swój zegarek.
Zadaniem Merlina było dostanie się do męskiej szatni i podrzucenie drobnej paczuszki do szafki Juana, a następnie szybkie ulotnienie się z pomieszczenia. Brzmiało prosto, Bernadette nawet dała Merlinowi niewielki heks, który miał otworzyć szafkę. Powinien uporać się z tym w pół minuty i zyskać idealnie zrobiony projekt z eliksirów. Tyle wygrać.
Merlin pojawił się w szatni tuż przed siedemnastą – trochę prokrastynował, trochę za długo się zbierał. Ale już trudno, czasu nie cofnie. Musiał się tylko nieco pospieszyć.
Wiadomo, jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy, a na spieszącego się Merlina to chyba mieli w tym piekle całą imprezę. Gdy już szafka była otwarta, a chłopak próbował wcisnąć do niej pudełeczko, dłoń mu się omsknęła, pudełeczko wypadło, poleciała pokrywka, a zawartość prezentu rozsypała się po podłodze.
— Poważnie? — Merlin westchnął ciężko i przykucnął, próbując pozbierać wszystko.
Cholerne czekoladki – że też Bernadette nie mogła po prostu dać temu swojemu Adonisowi czegoś bardziej… pojedynczego. I mniej okrągłego, mniej turlającego się po kątach i uciekającego prosto w zalegający pod szafkami kurz. Chłopak sięgnął po jedną z czekoladek, zdmuchnął z niej kłąb kłaków i stwierdził, że chyba ujdzie. Jeszcze dwie, jeszcze jedna, w końcu wsadził ostatnią do pudełka, pudełko do szafki, zamknął szafkę i już miał ulotnić się z szatni, kiedy…
— O, hej. Nie wiedziałem, że ktoś tu jeszcze będzie o tej porze.
Merlin odwrócił się, zmrużył oczy, oślepiony tym zabójczym uśmiechem bożyszcza wszystkich lasek.
— Tak, no… No ja jeszcze jestem, hehe. Ale ee… idę już sobie, no to nara.
Brawo, chłopie, najbardziej naturalny tekst ever.
Tymczasem zaś Juan otworzył swoją szafkę i pierwsze co, to chwycił za pudełko.
— O, czekoladki. — Ucieszył się, bezbłędnie odgadując zawartość prezentu. — Ciekawe od kogo tym razem.
No jasne, chłop był taki ładny, że się przyzwyczaił do prezentów bez okazji.
Juan otworzył pudełko, wrzucił do ust pierwszą z brzegu czekoladkę, jednocześnie przebiegając wzrokiem po pokrywce w poszukiwaniu imienia nadawcy.
— Hm, niepodpisana. — Juan poczęstował się kolejną czekoladką. — Szkoda, są naprawdę dobrze. — Trzecia czekoladka wleciała do ust chłopaka, nim ten się zreflektował i wyciągnął pudełko w stronę stojącego jak kołek Merlina. — Chcesz jedną? Ciekawy smak, mango z chilli. Smakuje totalnie tak samo, jak dżem robiony przez moją babcię. Tylko nie mów nikomu, ale to mój ulubiony. — Chłopak posłał mu kolejny olśniewający uśmiech. — Nie wiedziałem, że można gdzieś kupić czekoladki o takim smaku.
Merlin już miał sięgnąć po czekoladkę, skoro smakowała jak dżem (Oj tam, że dziwny i egzotyczny. Dżem to dżem), ale wtedy jakaś zapadka przeskoczyła i Merlin uświadomił sobie kilka kwestii.
Czekoladki smakujące jak ulubiony dżem babci. Dane przez laskę, której postanowieniem noworocznym jest ogarnięcie sobie przystojnego chłopaka. I która ma na tyle dobre oceny z eliksirów, żeby z palcem w nosie uwarzyć Amoris Irresistibilis – eliksir miłosny przyjmujący smak ulubionej potrawy celu i łączący go uczuciem z twórcą owego elik… Nie, moment, wróć! Z osobą, która ostatnia go dotykała…
— Jestem debilem — jęknął Merlin, cofając się w stronę drzwi, nie patrząc już nawet na to, jak Juan pożera ostatnią czekoladkę.
— Nie mów tak. Jesteś bardzo ładny.
Uśmiech Juana przybrał jakieś podejrzane zabarwienie, a ten maślany wzrok, który utkwił w Merlinie, zdecydowanie się chłopakowi nie podobał.
— Hej, głupio z mojej strony, ale nie spytałem cię nawet o imię. — Juan zrobił krok w jego stronę.
— M-merlin?
— Merlin. — Juan jakoś tak przeciągnął głoski. — Piękne imię, bardzo mi się podoba.
— No nie narzekam. — Merlin zrobił kolejny krok w stronę drzwi, zaczął macać na oślep, próbując znaleźć klamkę.
— Nie chciałbyś gdzieś wyjść w piątek? Wiesz, razem…
— Po co?
Juan zbliżył się kolejny krok, sięgnął i jednym ruchem ściągnął przepoconą po treningu koszulkę, racząc Merlina widokiem, za który Bernadette zgodziłaby się dać pokroić.
— Żeby pójść na randkę, przystojniaku.
Merlin namierzył klamkę, nacisnął, otworzył drzwi i czym prędzej czmychnął na korytarz. Ostatnim, co Juan usłyszał, było rzucone mu przez ramię:
— Chyba cię pogięło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz