Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

03 listopada 2024

Od Virgila – Koń [AU]

— Seymour myśli, że jest taki, kurwa, sprytny, kija trzyma pod dupą, co na każde jego pierdnięcie reaguje — parsknął Dante.
— Wrzuciłbyś jakąś runę z charakterem do tej miotły — mruknął Zapałka, próbując zebrać wodze wiercącego się pod nim ogiera.
— O tak, takim najlepiej kurwiącym po Zapałce.
— Pierd… Kurwa, nie tam!
I tak przy nowej salwie śmiechu drużyny genashi pokłusował wbrew swojej woli znów gdzieś w krzaki, bo jego zachwycający rumak dostrzegł smakowite chaszcze na granicy lasu.
— Prrrrr! Prrrrr mówię!
— Zapałka, bo się oplujesz!
Książęca kompania bohaterów cieszyła się słonecznym dniem i wyjątkowym brakiem obowiązków, co aż prosiło się o odpowiednie uczczenie niedaleko murów zamku, na tej urokliwej polance, doskonałej do niespiesznego popijana chłodnego wina i oddawania się zabawom wszelakim. Kołnierze lnianych koszul powiewały przy rozgrzanych karkach, a gdy w tle nie dudniły o ziemię kopyta rozpędzonych koni, to muzyka umilała czas, poruszająca serca harmonia piątki zgranych instrumentów. Virgil, siedząc wraz z Ariethem i Ioannisem skryty w cieniu rozłożystego dębu, przerzucił stronę czytanej księgi, bezwiednie zerknął na resztę.
Wzbranianie się bardów przed otrzymaniem od księcia dostojnych rumaków było daremne – znani w całym królestwie wybawiciele nie mogli się byle jak prezentować. Ignisowi podarowano ciemnego kasztanka równie gorącego temperamentem, co jego jeździec, Ariethowi kucyka o mądrych oczach, Ioannisowi doświadczonego konia przewodnika, nawet Raam nie uciekł przed podarkiem, mimo swych konkretnych wymagań, że on na szkapę bez dodatkowej pary nóg nie wlezie. Książę życzenie przyjął z lekkim uśmiechem, następnego dnia zaprosił asurę do stajni, gdzie czekał koń nie z jedną, a dwoma dodatkowymi parami nóg. Tylko Seymour nie dostał konia, wyraźnie tłumacząc, że on z miotły nie zrezygnuje i rumak nie będzie przez niego jeżdżony.
— Pościgałbyś się kiedyś na zwierzu, Seymour — prychał dalej Dante niepocieszony przegraną w wyścigu z byłym czarodziejem. Ściągnął wodze złotego jednorożca, Fantail zatańczył zgrabnie w miejscu, przebierając wysoko nogami. — Byśmy zobaczyli, jaki z ciebie wtedy kozak by był.
— Żebyście się wszyscy nie zesrali — rzucił muzyk, przelatując nad głowami chłopaków.
Vi zawahał się przed wróceniem do lektury, złowił wzrokiem swój Księżyc. Uśmiech, zabarwiony łobuzerską nutą, ozdobił usta.
— Seymour! — zawołał, jego czarodziej zaś błyskawicznie zareagował na ukochany głos, porzucił drażnienie się z Raamem, popędził ku druidowi, aż szafirowe iskry sypały się z miotły.
Kij praktycznie stanął na ziemi prosto, Seymour wychylił się w przód, wsuwając brodę w wilcze dłonie, ściskające lekko policzki, przyciągające czarodziejskie usta. Vi ucałował go słodko, delikatnie, mrucząc do niego cicho, by na pewno reszta nie usłyszała, przeciągając pieszczotę, by stracili chwilowo nimi zainteresowanie.
— Wiesz, bo mam pewien pomysł…


— Dobra, panowie, nowa rundka — zarządził książęcy paladyn, zbierając zawodników wyścigu. — Zapałka, przestań choć na chwilę robić z siebie pajaca i stań grzecznie.
Ignis burknął jakieś przekleństwo, darując sobie całą wiązankę na przebrzydłą rybę, bo ogarnięcie ogiera pochłaniało znaczące pokłady jego energii. Koń Raama przebierał w miejscu wszystkimi kończynami, Fantail również poddawał się zniecierpliwieniu, przeczuwając kolejny wyścig, lecz Dante wstrzymał wierzchowca, zmarszczył brwi, komenda startu nie wybrzmiała.
— Ej, a gdzie Seymour?
Rozejrzeli się w ciszy, przyuważyli brak Virgila pod drzewem, prędko dochodząc do wniosku, że sprawa stała się jasna. Dante wywrócił oczami, ustawił jednorożca do wyścigu.
A w lesie huknęło.
Dłonie machinalnie wyciągnęły się po bronie – syrenie ku mieczowi przy pasie, ogniste do gitary, podwójne się napięły. Lecz niepotrzebnie, z ciemnej ściany lasu wyskoczył czarny wilk z sierścią przetykaną jasnymi pasmami, niosący na grzbiecie wyszczerzonego Seymoura.
— Gotowi na zeżarcie piachu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz